Image Map
A zombie is coming! Strona Główna




Poprzedni temat «» Następny temat
Mała stacja benzynowa
Autor Wiadomość
Paolo Pazzini 


22 lata



Iluzjonista

Wysłany: 2016-03-28, 21:50   

Od dłuższego czasu nie spotykał sie z żadnymi, niepokojącymi dźwiękami. Paradoksalnie, cisza tworzyła większe poczucie zagrożenia niż podejrzane odgłosy, gdyż w umyśle nie do końca zrównoważonego dwudziestodwulatka tworzyła nieistniejące pomruki i szelesty. Dlatego omijając kolejne zarośla, nie mogąc z racji późnej pory zdać się w stu procentach na wzrok, co raz bardziej popadał w swoisty strach. Niespokojnie miętosił kartkę papieru w kieszeni, co chwilę odwracając się i sprawdzając, czy aby nieproszony gość nie czyhał za jego plecami.
Dopiero widok budynku sprawił, iż odetchnął i się w miarę uspokoił. Nawet znajdując się kilka metrów przed stacją słyszał głosy z niej dochodzące. Nie przypominały one jednak jazgotu sztywnych, a najzwyklejszą, ludzką mowę. Czy byli przyjaźnie nastawieni? Może stał przed kimś, kto tylko czeka na takich samotnych wędrowców jak on? Podobne myśli mąciły mu głowę i nie pozwalały się skupić, ale mimo tego wciąż podążał w kierunku wejścia. Nie powinni zastrzelić go od razu. Wygląda przecież na sympatycznego i miłego gościa!
Jeszcze przed otwarciem drzwi przyłożył ucho do ściany. Nie ośmielił się bezpardonowo wkroczyć. Nawet jeśli nie czuł zagrożenia, które zwykle towarzyszyło mu w podobnych sytuacjach. Cierpliwość popłaca, już nie raz potwierdził tę tezę. Zamiast rzucać się na wrogów wolał wyczekiwać w ukryciu. Może dlatego jeszcze żyje?
 
   Podziel się na:  
Kurt Neuer 
lucky kid


11 lat



uczeń podstawówki

Wysłany: 2016-03-29, 11:26   

Dzieciak już chciał wypełznąć ze swojej kryjówki w zaroślach, kiedy nagle zauważył jakąś postać wychodzącą z krzaków zupełnie blisko niego. Dobra, nie ma się co oszukiwać: przestraszył się. To dziwne, zimne uczucie ścisnęło go w środku i mocniej przylgnął do ziemi, marząc o tym, by móc stać się całkiem niewidocznym. Och, o ile życie byłoby łatwiejsze, gdyby można było tak po prostu zniknąć!
Dłuższą chwilę leżał w bezruchu, nasłuchując i obserwując poczynania obcego, a kiedy ten oddalił się wystarczająco, podchodząc do stacji benzynowej, podniósł się powoli i pochylony, ściskając w drobnej dłoni nieodłączny scyzoryk, ruszył wzdłuż drogi, ale nie tej prowadzącej do stacji - nie chciał wpadać teraz na obcych, nie w środku nocy. Skąd mógł wiedzieć, czy nie są niebezpieczni? Mogli być! Tamten człowiek, który napadł ich z Tomem wcześniej też przecież nie wyglądał groźnie w pierwszej chwili...
Ruszył na północ, omijając stację benzynową łukiem. Najchętniej wróciłby do lasu, ale był już na to zbyt głodny. Może w następnym miejscu, do którego trafi, nie wpadnie od razu na ludzi? Miał taką cichą nadzieję, bo w brzuchu burczało coraz głośniej - jeszcze trochę i zacznie ściągać tym na siebie uwagę paskud.

/zt
 
   Podziel się na:  
Devon Sugar 


16



Uczeń

Wysłany: 2016-03-29, 20:17   

No tak, stacja benzynowa była kiepskim schronieniem na dłuższą metę. Ale Dev był już wykończony ciągłą ucieczką. Jeśli mają go tu zjeść zombiaki w ciągu najbliższych kilku godzin, to niech tak będzie. Nie podejmie się walki dopóki nie wypocznie. Czyli tak, teoretycznie, gdyby napadła go chmara zombie, poddałby się. Teoretycznie. Bo prawdopodobnie strach zmobilizowałby do ucieczki.
-Nie będę spać, chcę tylko odpocząć.- Czy to dobrze że wyjawia obcej osobie swoje zmęczenie? Mówi że nie zamierza go zabić, ale nigdy nic nie wiadomo.
Chłopak poprowadził dziewczynę wzrokiem aż do momentu, kiedy to mu zniknęła. Może powinien za nią pójść. Może właśnie planuje jak po cichu zabić chłopaka? Młody nie miał teraz głowy do takich obmyśleń.
Dev nawet nie wiedział ile osób zaczęło się kręcić w okół stacji. Nieusłyszenie czegokolwiek było aż niemożliwe. Tak więc, słysząc dźwięki na zewnątrz wstał. Starał się to robić bardzo powoli. Opierał się jedną ręką o ścianę a w drugiej trzymał nóż. Powoli zaczął podchodzić do drzwi. Otworzył powoli drzwi, i jeśli Paolo nimi nie dostał, wziął go za szmaty i pociągnął do siebie, do środka. Po czym przygwoździł go do ściany. Nie miał zamiaru zrobić mu krzywdy, chwilowo. Czy było to rozsądne? Pewnie nie. Dev robił mało rozsądne rzeczy, ale wiedział jedno. Nie chce zginąć z rąk człowieka.
 
   Podziel się na:  
Mistrz Gry 


xxx

Wysłany: 2016-03-30, 17:25   

Cóż, był środek nocy a do tego na nieszczęście wszystkich zaczął padać dość mocny deszcz, a wręcz rozpoczęła się prawdziwa ulewa. Ponoć w tych częściach mało kiedy pada deszcz. Teraz jednak rzeczywiście był przydatny - nie dość, że zmył trochę krwi z ulic, to również dodał powiewu świeżości. No właśnie. Powiewu. Wiatr i deszcz były wręcz nie do zniesienia, a każdy, kto nie chciał rozchorować się na grypę, zapalenie płuc czy inne ustrojstwo powinien czym prędzej znaleźć sobie jakieś suche miejsce.
(Wchodzę w kolejkę, możecie teraz odgrywać coś a ja będę wam odpowiadała. )
 
   Podziel się na:  
Cameron Franta 
Still fightin'


21



Strażak

Wysłany: 2016-03-31, 14:28   

Gdyby nie deszcz, mógłby siedzieć w tych krzakach jeszcze dłuższy czas. Niestety czas na obserwację został przerwany niespodziewanym uderzeniem silnej burzy. Woda lała się z nieba w zatrważającym tempie, drzewo nie było w stanie zatrzymać całej jej ilości. Nie mógł tu zostać. Nie w takiej sytuacji. Jeszcze zachoruje i zginie śmiercią niegodną bohatera. Zapalenie płuc w tym wypadku było głupotą, zważając na fakt, że kilkanaście metrów dalej znajdował się nieprzeciekający dach. Ruszył w kierunku ścian stacji w tym samym momencie co Paolo. Jedna różnica polegała na tym, że on go zauważył, ale odwrotności niestety nie było. Przyległ do podłoża i momentalnie ruszył w kierunku chłopaka, który powinien znajdować się tuż przy drzwiach. Wyjrzał zza rogu i zauważył, jak ten dostaje i zostaje wciągnięty do środka. Ohhh. Idealna okazja do zaskoczenia przeciwnika. Zajął się kim innym, a jak to się mówi “gdy dwóch się bije, tam trzeci korzysta”. I tak właśnie powinno być. Przebiegły rudzielec zaraz po zauważeniu ataku na Paolo, ruszył w to samo wejście, w które został wciągnięty, po czym dorwał Devona i przygwoździł go do podłogi. Przystawił mu siekierkę do szyi.
- Jeden zły ruch, a będzie po tobie…- powiedział spokojnym głosem.
- Dlaczego go zaatakowałeś? Widzisz chyba, jaka sytuacja jest na zewnątrz. Nie każdy miał tyle szczęścia, aby dotrzeć tu pierwszym… Nigdy nie spodziewałbym się, że walka odgrywać się będzie nie między ludźmi i zombie, a między nami, żyjącymi… Wstydź się.- dodał po chwili stanowczo poddenerwowany. Zwrócił się w stronę Paolo.
- Wszystko z tobą w porządku?- zapytał.
_________________

 
   Podziel się na:  
Paolo Pazzini 


22 lata



Iluzjonista

Wysłany: 2016-03-31, 15:29   

Niebo nie zachęcało do pozostawania na zewnątrz. Powstałe chmury zarzuciły ciemną płachtę na świat i przy akompaniamencie nadchodzącego zmroku stworzyły na zewnątrz groźną, nieprzyjemną atmosferę. Więc nie dziw, że każda ludzka istota szukała dachu nad głową. Dwudziestoparolatek początkowo nie kierował się właśnie tym, a raczej chęcią przeszukania opuszczonego budynku. Tak czy siak, jakiekolwiek jego plany by nie były, zdarzyło się coś niespodziewanego. Ni stąd ni zowąd ktoś gwałtownie otworzył drzwi, powodując bezpośrednio i bardzo bolesne spotkanie twarzy Paolo z tym ciężkim i twardym kawałkiem drewna. Nim zorientował się co się właściwie stało, został przygwożdżony do ściany i przetrzymany przez, na oko osiemnastolatka z wyraźną miną mówiącą Chcę tylko przetrwać.
Hola a todos! - krzyknął instynktownie, dość ściszonym głosem. Poziom adrenaliny wyraźnie wzrósł. I po chwili podniósł się jeszcze bardziej za sprawą kolejnego, brawurowego awanturnika. Tym razem to nie Pazzini był celem ataku, a wspomniany ofensor, który zaciągnął go tu siłą. Włoch siłą rzeczy został odepchnięty, potknął się o własne nogi i upadł na ziemię, podczas gdy niespodziewany gość przykładał siekierę do szyi młodego.
Co tu się do cholery stało? Jego wybawiciel nie dość, że stanął po stronie poszkodowanego, to jeszcze przypomniał o realnym zagrożeniu ze strony kogoś innego niż ludzie. Nawet zapytał go jak się czuje! Mógł poczuć się tym zmieszany? Zdziwiony? Wszystko stało się tak szybko, że zdołał jedynie wymamrotać:
Ta...aaak. W porządku, dzięki.
Przy okazji skorzystał z sytuacji i podniósł się z ziemi i zamknął drzwi przed niechcianymi gośćmi. I tak jest ich tutaj zdecydowanie za dużo!
 
   Podziel się na:  
Lounarie de Coudray 
Lama Lou


24



Grafik 3D

Wysłany: 2016-03-31, 16:01   

Smacznie sobie spała, więc na początku nie słyszała kroków wokół budynku. Cóż, w końcu od potencjalnego zagrożenia dzieliło ją dwoje drzwi. Prędzej ktoś natknąłby się na dzieciaka i narobił hałasu, potem dopiero próbowałby wejść do tego pomieszczenia, a wtedy byłaby już rozbudzona i na tyle wkurzona, żeby nieproszony gość oberwał z łopaty i ewentualnie został pogryziony przez Imalę. Po chwili jednak ktoś walnął drzwiami i Lou została obudzona przez jakąś szarpaninę. bardzo jej to nie odpowiadało, przespała może pół godziny i bardzo chętnie pospałaby dłużej, ale nie, ktoś jeszcze musiał się tu przywlec i narobić więcej zamieszania. Kiedy już wstała z łopatą w rękach Imala poderwała się i lekko najeżona podeszła do swojej pani. Lou z rozmachem otworzyła drzwi i spojrzała na całą tę zgraję spod byka. Gdyby potrafiła zabijać wzrokiem, to cała trójka leżałaby już martwa...
-Co tu się do kurwy nędzy odpierdala? Człowiek chce chociaż jedną godzinę spokojnie przespać, a tu jakieś zapasy sobie uprawiacie. Uspokoić się ale już, albo oberwiecie z łopaty. - Warknęła na nich. Budzenie jej nigdy nie było dobrym pomysłem. Jej znajomi zawsze powtarzali, że jeśli ktoś chce ją obudzić, to lepiej od razu z kawą, a jeśli jej nie ma, to niech nie podchodzi bez kija. Brązowo-biała suczka słysząc, że jej pani jest wkurzona, najeżyła się na obcych jeszcze bardziej, opuściła łeb i zawarczała cicho. Ten mały gamoń potrafił stwarzać pozory bycia niebezpieczną, ale wystarczyłoby, żeby teraz zaciuciali na nią, to od razu podbiegłaby do nich i chciała, żeby ją pogłaskali. W końcu to husky - niby pies myśliwsko obronny, ale raczej w innej interpretacji tych dwóch słów. Prędzej pies, który myśli, kto go obroni.
Kiedy już im trochę pogroziła, w końcu miała chwilę, żeby im się przyjrzeć. osobami, które naraziły jej się był dzieciak z wcześniej, Azjata i jakiś rudzielec. Nie miała pojęcia ile lat mógłby mieć Azjata, słyszała, że bardzo długo potrafią wyglądać młodo, za to rudzielec prawie na pewno był od niej młodszy. Może nie tak młody jak ten, jak mu tam było.. De.. Der.. Devon! Rudy prawdopodobnie był jakoś w wieku pomiędzy nimi - może z 20-22 lata.
Mimo woli słyszała to, co wcześniej powiedział któryś z nich. Zakładała, że był to właśnie rudy facet, więc następne słowa skierowała do niego.
-Zejdź z tego dzieciaka, zaatakował Azjatę, bo pewnie nie wiedział jakie ma zamiary i skradał się po okolicy. W tych czasach ludzie są czasami większymi potworami niż te przeklęte, chodzące trupy, więc miał dobrą reakcję. - W jej głosie dalej było słychać poirytowanie zaistniałą sytuacją. Cały czas miała w rękach łopatę, więc gdyby któryś z nich próbował doskoczyć do niej ze swoją bronią, to miałby bliskie spotkanie z jej bronią. Do tego podejrzewała, że Imala miałaby wtedy na tyle odwagi, żeby dziabnąć takiego delikwenta w nogę. Może i bała się szwędaczy, jednak czasem potrafiła dziabnąć kogoś, jeśli wcześniej ta osoba została zaatakowana przez jej właścicielkę.
_________________

Lounarie de Coudray
Ain't it good to be on your own?
Ain't it fun you can't count on no one?
Ain't it fun?
Living in the real world…
 
   Podziel się na:  
Mistrz Gry 


xxx

Wysłany: 2016-03-31, 17:11   

Deszcz padał coraz bardziej - drzewa oczywiście uginały się pod naporem wiatru i dość niebezpiecznie przechylały na różne strony. Okropna pogoda utrzymywała się i nic nie wskazywało na to, że niedługo się rozchmurzy. Dlatego też jakiekolwiek opuszczanie stacji było kiepskim pomysłem. Na całe szczęście była bezpieczna i przede wszystkim wolna od trupów. Oczywiście niektórzy wiedzą, że jakiś czas temu gdzieś w oddali było słychać czyjeś głosy. Stacja była położona niedaleko lasu, tak więc ciekawe co stało się z tamtymi ludźmi. W okolicy nie było żadnego innego schronienia. Być może będą również mieli ochotę schować się pod dachem... Jednak na ten moment jest spokojnie.
 
   Podziel się na:  
Devon Sugar 


16



Uczeń

Wysłany: 2016-03-31, 19:43   

Dev może działał zbyt pochopnie. Jednak wszystko robił z jednego celu. Żeby przeżyć. Skąd mógł wiedzieć że nie znajomy nie ma złych zamiarów?
W każdym razie nie zwrócił uwagi na słowa w obcym języku. Gościu wyglądał mu na azjatę. Trochę starszego od Devona, jednak był mniejszy i nie wyglądał jak potencjalny morderca. Jednak każdy człowiek w tym świecie był potencjalnym mordercą. Chłopak chciał go tylko wypytać i rozbroić. Nic więcej.
W ten nagle pojawił się on. Wielki bohater i wybawiciel. Który rzucił się na chłopaka. Cóż, teraz to przeciwnik przeważał siłą. Devon nie poddał się bez walki. Niestety, a może stety, podczas szarpaniny jego nóż wypadł mu z rąk, a zaraz potem młody wylądował na podłodze. Co by się stało gdyby nie stracił noża? Nieznajomy mógłby się chwalić blizną na twarzy, bo Dev nie bałby się pociachać tej pięknej mordki.
Devon wierzgał się chwilę pod mężczyzną, dopóki nie poczuł siekiery przy skórze. Dla swojego bezpieczeństwa, przestał się szarpać. Nie chciałby sie nadziać na to ostre narzędzie. Jednak dalej był spięty i gotowy do walki. Chłopak czuł na sobie ciężar gościa. W innej sytuacji uznałby to za podniecające, jednak na chwilę obecną, obmyślał jak go zabić. -Śmiało.- Syknął. Dev domyślał się że obcy mężczyzna raczej go nie zabije. Nie wygląda na takiego, co odcina głowy buntującym się chłopcom.
On ma się wstydzić? -Skąd miałem wiedzieć że jest nie groźny? Już wolę się wstydzić niż być martwym.- Warknął. Jego kończyny zaczynały mrowić. Cóż, nie fajnie leżeć przygwożdżonym do podłogi przez jakiegoś gościa. Znaczy, może i fajnie, ale nie jeśli chodzi o twoje życie.
W ciągu tego zamieszania młody nawet nie zauważył kiedy to dziewczyna wróciła. W każdym razie, miło że ktoś się za nim wstawił.
 
   Podziel się na:  
Cameron Franta 
Still fightin'


21



Strażak

Wysłany: 2016-04-01, 12:33   

O! Jednak ktoś tu był. Myślał, że stacja będzie opuszczona, a tu patrzcie! Chyba postąpił we właściwy sposób korzystając z okazji, jaką dali mu Paolo i Devon. Wszystko działo się całkiem szybko, siekiera pod gardłem młodziaka, zamykający drzwi Paolo i tak dziwna laska, wychodząca z zaplecza z psem u nogi. W sumie dzień jak co dzień. Szkoda tylko, że teraz to on miał tutaj przewagę. Wysłuchał ich wypowiedzi.
Spojrzał prosto w oczy przytrzymywanego Devona. Kłębiło się w nich wiele emocji, widać, że chciał się jakoś odnaleźć w tym nowym świecie. Żądza przeżycia biła z nich nieskazitelnym strumieniem. Poluzował uchwyt, zdjął broń z jego szyi, po czym wstał i podał rękę chłopakowi w celu podniesienia go na równe nogi.
- Jest jeszcze za wcześnie, aby ludzie odwracali się od siebie. Wątpię, aby miał was ktoś zaatakować. Teraz szuka się raczej osób, które cię wspomogą, bo samodzielna walka z tymi umarlakami jest zupełnie bezsensowna…- rzucił w ich stronę.
To nie było tak, że czuł się całkiem bezpiecznie, jednak trzeba było mu przyznać to, że dalej wierzył w ludzi. Miał nadzieję, a to było w tym momencie najważniejsze.
- Przepraszam was jeśli zrobiłem coś źle, mam chyba inne priorytety…- dodał po krótkiej chwili, w dalszym ciągu stał obok Devona.
- Jesteście może w stanie ocenić, czy na tej stacji jest jeszcze jakieś paliwo? Coś czuję, że jak jej szybko nie przeszukamy i nie wyeksploatujemy, jutro rano, może zastać nas nielada zdziwienie…
_________________

 
   Podziel się na:  
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  




wxv.pl - załóż forum dyskusyjne za darmo





Za grafikę na forum odpowiedzialna jest Lou. Kodowanie Lex i Kelly.
Oficjalne otwarcie: 19.02.2016r.