Image Map
A zombie is coming! Strona Główna




Poprzedni temat «» Następny temat
Mała stacja benzynowa
Autor Wiadomość
Paolo Pazzini 


22 lata



Iluzjonista

Wysłany: 2016-04-01, 14:17   

Najlepiej, zresztą jak w każdym wypadku byłoby po prostu zniknąć. Rozpłynąć się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, uciekając od problemów i narastającego zgiełku. Chłopak nie lubił sytuacji, w których działo się zbyt dużo. Kiedy musi improwizować, zamiast podążać za ustalonym planem działania. Nie wiedział czego spodziewać się po tym towarzystwie, a gwałtowna reakcja pana agresora tylko zwiększyła poczucie nieznajomości środowiska i strachu. Brak kontroli oznaczał istną rewolucją w Pazzini'owym mózgu. Został zaatakowany przez miliony myśli, w których głównie przeważały te negatywne, nakłaniające do ucieczki czy zwyczajnie traktujące o niechybnej śmierci. Obserwował więc spanikowanym wzorkiem wszystkich zgromadzonych, a pojawienie się grożącej im łopatą dziewczyny w towarzystwie psa tylko pogorszyło sprawę.
Odgłosy uderzających o dach kropel deszczu nasilały jego paranoję. Każdy z tych człowieczków był uzbrojony. Każdy wydawał się zdolny do wszystkiego i każdy miał swoje racje, przekonania i cele. Nie znał ich, a to co nieznane zwykle bywa straszne.
Ty zachowujesz się niegrzecznie! - wskazał na przybyłą dosłownie kilka sekund kobietę. - Ty mówisz nad wyraz mądrze - tym razem palcem wskazującym zaznaczył pana wybawiciela. - A Ty natomiast nie umiesz dostrzec kim jest wróg, a kim przyjaciel. Gdybym przecież chciał, zapewne już byś nie żył - oznajmił, łypiąc na Devon'a z groźno-zmieszanym wyrazem twarzy. Sama scena wyglądała dosyć śmiesznie, a jego zmrużone, skośne oczy nadawały pewnego komizmu. Tak naprawdę Paolo nigdy nie zszedł ze sceny. Całe to życie traktował jak wielkie przedstawienie, w którym wygrywali najlepsi aktorzy. Sam uważał siebie za jednego z głównych dyrygentów, więc zdradzanie jakichkolwiek cech osobowości na początku mijało się z celem. Natomiast udawanie zdziecinniałego chłopczyka wydawało się jak najbardziej słuszne. Kto skrzywdziłby kogoś takiego!?
 
   Podziel się na:  
Lounarie de Coudray 
Lama Lou


24



Grafik 3D

Wysłany: 2016-04-01, 15:16   

Ugh... co chwilę przyłażą tu dzieci, albo osoby zachowujące się jak dzieci. Miała serdecznie dosyć tego głośnego towarzystwa. Przecież to ona męczyła się z trójką szwędaczy, a oni tu sobie przychodzą jak gdyby nigdy nic i jeszcze ją wkurzają i mówią, że jest niegrzeczna. Kto by nie był wkurzony, kiedy taka zgraja zwaliłaby mu się na głowę w tymczasowym obozie? Przywykła do ciszy i poruszania się w pojedynkę z psem biegającym dookoła. Do tego budzenie jej bez kawy od zawsze wprawiało ją w paskudny nastrój, więc w tej chwili najchętniej ogłuszyłaby ich wszystkich i poszła dalej spać. Tyle, że mamusia wpajała jej, żeby nie bić ludzi, którzy ją wkurzali, więc nie ruszyła na nich mimo wielkiej chęci. Na słowa faceta z siekierą prychnęła jak rozjuszona kotka.
- Gdybyś wiedział ile razy od początku apokalipsy zombie musiałam bronić się przed ludźmi, którzy chcieli mnie zabić, to byś się nie dziwił takim reakcjom, jakie ma ten dzieciak. Do tego jakoś sobie sama poradziłam ze zgrają sztywnych, która tutaj siedziała, więc nie mam zamiaru dołączać do tak hałaśliwej grupy. Wiecie, że hałas tylko przyciąga te chodzące trupy? Im więcej ludzi tym większy hałas, a im większy hałas tym więcej tych potworów przylezie. - Powiedziała do rudego opuszczając trochę łopatę. Raczej nie zamierzali jej atakować, ale kto wie co im strzeli do łba. To mogło być tylko odwrócenie uwagi, żeby później mogli ją zaatakować, kiedy byłaby odsłonięta.
-Nie sprawdzałam, czy jest jeszcze paliwo, ledwo zdążyłam przeszukać to miejsce, kiedy zapadł już zmrok, a już przypałętał się ten dzieciak, a potem wasza dwójka. Nawet gdyby paliwo było jeszcze w dystrybutorach to nie ma go do czego wlać. - Odpowiedziała na pytanie, po czym spojrzała krzywo na palec którym wytykał ją Azjata. Miała ochotę mu go uciąć, ale żeby to zrobić musiałaby do niego podejść.
- Sami zachowujecie się niegrzecznie. Budzicie kogoś i pewnie nawet nie macie kawy, do tego żaden z was nawet nie raczył przeprosić za przerwanie snu, który w tych czasach jest na wagę złota. Już i tak nie da się zbyt długo spać, przez te cholerne zombie, nie musicie utrudniać tego jeszcze bardziej. - Cóż, dalej była trochę zmęczona i nie miała ochoty się z nimi użerać. Gdyby nie ten przeklęty deszcz, to po prostu poszłaby stąd w cholerę. Swoją drogą ciekawe co z tymi ludźmi, którzy stali na warcie w lesie.
-Swoją drogą, jak już tu jesteście to wiecie coś może o ludziach, którzy przed zmrokiem byli w lesie? Wyglądali jakby stali na warcie, więc jeśli dalej tam są, to pewnie zaraz też tutaj przylezą, w końcu to jedyny budynek w okolicy. - Jej ton był już trochę łagodniejszy. Powoli się uspokajała, chociaż w pierwszej chwili na prawdę miała ochotę ich wszystkich rozszarpać. Nie ufała im zbytnio. Przecież to mogła być jakaś nowa taktyka, żeby oszukać naiwne osoby... Imala chyba w międzyczasie znudziła się udawaniem groźnej, bo usiadła, przekręciła łepek na bok i spojrzała na zebranych wzrokiem wyrażającym niewinność. Zachowywała się tak, jakby przed chwilą nie warczała na mężczyzn.
_________________

Lounarie de Coudray
Ain't it good to be on your own?
Ain't it fun you can't count on no one?
Ain't it fun?
Living in the real world…
 
   Podziel się na:  
Mistrz Gry 


xxx

Wysłany: 2016-04-01, 17:53   

((Przepraszam że piszę znowu tutaj, ale wysyłanie wam wszystkim PW nie ma raczej sensu i zajmie mi trochę czasu, a na SB was wszystkich nie ma więc się zakopie. Chcę tylko przekazać, że proszę was o napisanie po jeszcze jednym poście :> Dziękuję ))
 
   Podziel się na:  
Devon Sugar 


16



Uczeń

Wysłany: 2016-04-01, 21:05   

O świetnie. To najpierw ktoś ich nachodzi. Kiedy Dev chcę w bezpieczny sposób ocenić nieznajomego, inny nieznajomy zwala mu się na łeb, a później obaj goście zarzucają im brak gościnności. Ludzie, mamy apokalipsę!
Obcy facet rzucił nim o ziemię, a teraz chciał mu pomóc wstać. Cóż, Devon zignorował wyciągniętą dłoń. Wstał o własnych siłach. Rzucił tylko agresorowi pogardliwe spojrzenie. -Ludzie są większym zagrożeniem, bo w porównaniu do zombie MYŚLĄ.- Powiedział w miarę cicho, jednak był podirytowany tą sytuacją. -Przynajmniej niektórzy.- Prychnął, nie dało się ukryć że chodziło mu o tamtą dwójkę.
Devon jest dość agresywnym człowiekiem, jeśli raz wyprowadziło się go z równowagi, łatwo jest to powtórzyć. O tym przekonać się mógł Paolo, który zaraz po ocenieniu ich, wylądował na ścianie. Devon złapał go za koszulę i powtórzył poprzednią akcję -A ty jesteś zbyt tępy, żeby zrozumieć co się dzieje. Dziękuj swojemu wybawcy, że jeszcze żyjesz.- Powiedział, odchodząc od niego i prostując mu ręką koszulę, którą przed chwilą pogniótł. Nie chciał się bić. Ponieważ Lou miała rację. Hałas nie pomoże. Chłopak podniósł swój nóż i schował go za pasek. Po czym zaczął nerwowo chodzić w te i wewte. Kiepsko radził sobie z uczuciami, szczególnie, jeśli miał ochotę komuś przywalić, ale rozsądek mu to odradzał. Na chwilę obecną, w tym nerwowym łażeniu, cały czas był czujny i uważał na to co mówią inni.
 
   Podziel się na:  
Cameron Franta 
Still fightin'


21



Strażak

Wysłany: 2016-04-02, 12:26   

Każdy miał swoją rację i tok myślenia. Nie przejął się zbytnio tym, co miała im do przekazania dziewczyna. Może i miała swoje powody, aby na nich krzyczeć, ale czy którykolwiek z nowo przybyłych, czy ten wciągnięty siłą, czy Cameron wiedzieli, że ona śpi na zapleczu? Nie można winić kogoś za coś, o czego istnieniu nie miał pojęcia. Poza tym pies wyglądał przekomicznie.
- Wybacz, że przerwałem ci sen, jednak nie miałem o tym pojęcia. Kawy nie mam, bo została mi tylko woda. Może coś uda mi się jutro znaleźć, wtedy na pewno ci to wynagrodzę. Swoją drogą… Czy widziałaś może gdzieś w tym miejscu mapę okolicy? Byłaby przydatna w znalezieniu bardziej stabilnego miejsca do przekimania. - powiedział do dziewczyny, która stanowczo dawała po sobie znać, że to ona była pierwsza w tym miejscu.
No i znowu on… Wielki buntownik rozpoczął swoje przedstawienie. Rudy przyglądał się już tylko temu, bo wiedział, że młody nie pozwoli sobie na dużo w jego towarzystwie.
- Mówisz, że to ja robię najwięcej hałasu?- zapytał się jeszcze wysyłając szczery uśmiech.
- Nie chcę żebyście myśleli o mnie jak o wrogu. Jestem Cameron, byłem strażakiem na Bronxie. W moich intencjach nigdy nie było działanie na przekór ludzkości… Moim celem, aby tu dotrzeć było jedynie paliwo, które chciałbym wykorzystać do podróży. Poza tym można będzie je wykorzystać do napędzenia agregatu, który z całą pewnością znajduje się w tym miejscu. Piwnicę też przeszukiwaliście?- postarał się przedstawić swoje powody. Każde z nich było tu w jakimś celu.
_________________

 
   Podziel się na:  
Paolo Pazzini 


22 lata



Iluzjonista

Wysłany: 2016-04-02, 13:49   

Czyżby słyszał sapanie? Niespokojnym wzrokiem obszedł całe pomieszczenie, podczas gdy tamta dwójka się sprzeczała. Poczuł dreszcz przechodzący po plecach, odwrócił się gwałtownie, czując w tamtych okolicach chłód. Jak można było się domyślić, napotkał jedynie łysą, zniszczona przez czas ścianę. Wspomniane sapanie było jedynie jego ciężkim oddechem. Znowu to samo! Surrealistyczny świat odzywał się do niego w najmniej niespodziewanym momencie. Zamiast skupić się na rzeczywistości, ponownie pogrążył się w nieistniejącym bycie, szukając źródeł swojego niepokoju. Dlatego jakby obojętnie przeszedł obok słów zirytowanej dziewczyny czy buntowniczego nastolatka. I pomimo względnie złej sytuacji psychicznej, ciągle się uśmiechał, dając innym do zrozumienia, że wszystko w porządku.
Ktoś wspomniał coś o paliwie, usłyszał też wzmiankę o tajemniczych wartownikach z otaczającego ich lasu. Jakby się chwilę nad tym zastanowić... znajdowali się na stacji benzynowej! Ten drogocenny płyn powinien mieć tutaj swoje źródło... o ile nikt nie zdążył zrabować choćby pozostałych szczątków. Zajął więc myśli nieznajomymi ludźmi, o których mówiła pani z psem.
I właśnie z tego myślenia wyrwało go dosyć silne uderzenie w klatkę piersiową. Ni stąd ni zowąd pan agresor znowu musiał się do niego przyczepić! Tylko tym razem chodziło o luźną postawę jaką Paolo reprezentował. Trochę może nawet miał w swoich poczynaniach racji. Włoch nie bardo brał na poważnie życie. Naturalnie, chciał żyć jak najdłużej, aczkolwiek wolał egzystować z uśmiechem na twarzy, aniżeliby tak wszystkim się przejmować. Paradoksalnie, paranoja w tym nie pomagała.
Choć ponownie został przybity do ściany, niespecjalnie na to zareagował. Nie siłował się, jedynie z drwiącym uśmieszkiem spoglądał na chłopaka, luźno trzymając ręce.
Powiedzmy sobie szczerze, nie zabiłbyś mnie. Nie wyglądasz na starego wiarusa, który pół życia spędził na amerykańskich wojnach. Ba, przypominasz bardziej studenciaka. Chcesz mi wmówić, że tacy bez wahania pozbawiają życia niewinne osoby?
Jego ton mógł być naprawdę irytujący. Gdy został uwolniony, pomasował jedynie bolące ramię i oparł o ścianę, wkładając ręce do kieszeni. Nie bardzo chciał się angażować w całą tą akcję. Wolał raczej wysłuchać co pozostali mieli do powiedzenia. Sam raczej nie przydałby się w niczym, więc trzymanie się byłego strażaka i odważnej dziewczyny z psem wydawało się być dobrym pomysłem. Nawet ten awanturnik stanowił dobrą ochronę przed złem, czyhającym na nich tuż za rogiem.
Samotne spanie w środku lasu jest dosyć głupie, nieprawdaż? Powinnaś chyba się cieszyć, że to właśnie my Cię obudziliśmy... mogłaś trafić o wiele gorzej - odparł z, tym razem, przyjaznym uśmiechem. -I pierwsze słyszę o ludziach z lasu. Nikogo takiego niestety nie zauważyłem. Ale czy warto nimi się przejmować?
A i poznał imię jego wybawcy! Pan Cameron, strażak z Bronxu! No, no... wyglądał na człowieka rodem z hollywoodzkiego filmu. Działa na rzecz ludzkości, chce ochronić ją przed zagładą! Od razu mu się spodobał.
Gdyby ktoś spostrzegawczym wzrokiem spojrzał na Devona, zauważałby małą kartę u pasa z podobizną Jokera. Jeśli ktoś przyjrzałby się jej uważniej, ujrzałby spory, czarny napis Fool.
 
   Podziel się na:  
Lounarie de Coudray 
Lama Lou


24



Grafik 3D

Wysłany: 2016-04-03, 13:01   

Było ich tutaj zdecydowanie za dużo jak na jej gust. Jeśli jeszcze ktoś miałby tu przyjść, to pewnie zrobiliby jeszcze większy hałas, czy pewnie w końcu ściągnęliby w to miejsce jakieś zombie. Nadpobudliwy dzieciak, altruistyczny strażak i ktoś, kto zachowuje się jak rozkapryszony paniczyk. Nie ma co, na pewno nikt nikogo nie pozabija... Pozostawało jej mieć tylko nadzieję, że jak już rzucą się sobie do gardeł, ona już dawno będzie daleko stąd. -Nie widziałam tutaj żadnej mapy. - Odpowiedziała na pytanie rudego. Agregat? piwnica? Nigdzie nie widziała zejścia do niej, a agregaty z tego co wiedziała robiły od cholery hałasu, co w tych czasach nie było zbyt dobrym pomysłem. Chciał mieć tutaj hordę wesołych, żywych trupów? - Nigdzie nie widziałam zejścia do piwnicy, a agregaty z tego co wiem robią straszny hałas, więc chyba nie jest najlepszym pomysłem włączanie jakiegokolwiek. - Wyraziła swoje zdanie. Może sobie być strażakiem, ale przecież sam hordzie zombie nie dałby rady, obojętnie jak sprawny by był. Do tego wszystkiego dzieciak i Azjata co chwilę na siebie naskakiwali. Jak tak dalej pójdzie to oboje skończą ogłuszeni, bo Lou skończy się cierpliwość do nich. Na słowa tego drugiego uniosła brwi. Cóż, na pewno nie była tutaj sama. Imala może i była psem, ale to nie znaczyło, że nie zareaguje jakoś na potencjalne zagrożenie. Tym bardziej, że bała się szwędaczy. - Myślę, że i tak poradziłabym sobie z kimś gorszym. Ponad miesiąc przeżyłam w ten sposób i jakoś nic mi nie jest. - przewróciła oczami. - Cóż, myślę że powinniśmy się nimi przejąć, bo jeśli tak dalej pójdzie to kiedy ktoś jeszcze tutaj się pojawi to wszyscy się pozabijamy. - Na prawdę tak myślała. Już mieli tutaj napiętą sytuację, a co dopiero jakby pojawiło się drugie tyle osób. Zauważyła kartę przyczepioną u pasa Deva, lecz ją zignorowała. Pewnie gdyby podeszła do chłopaka i ją odczepiła, to ten wkurzyłby się jeszcze bardziej i znowu doskoczył do Azjaty z pięściami, a tego teraz nie potrzebowali, chociaż sama miała ochotę co niektórym przywalić. Oparła się ramieniem o framugą drzwi i obserwowała, co teraz zaczną robić. Raczej nie miała już szans na pójście spać. Zerknęła za siebie i stwierdziła, że może jednak warto byłoby zabarykadować okna. -na zapleczu są gwoździe i różne rzeczy, którymi dałoby się zabić okna. Sama nie miałam zamiaru się z tym męczyć, ale skoro już jest tu tyle ludzi, to można by się tym zająć, byłoby tu chociaż trochę bezpieczniej. -Rzuciła im propozycję. Może jeśli będą mieli coś do roboty, to łaskawie przestaną na siebie naskakiwać i jakoś się dogadają.
_________________

Lounarie de Coudray
Ain't it good to be on your own?
Ain't it fun you can't count on no one?
Ain't it fun?
Living in the real world…
 
   Podziel się na:  
Mistrz Gry 


xxx

Wysłany: 2016-04-04, 19:25   

Na dworze nadal padało, na dworze robiło się jednak coraz bardziej jasno. No, kolejny, wspaniały poranek. Oczywiście pomijając apokalipsę zombie. Nagle każdy, kto był w okolicach okien, mógł zobaczyć, że ktoś powoli zmierza w ich stronę. Idzie powolnym krokiem, przy pasie ma kaburę, z której wystaje nóż. Kobieta (tak, to kobieta, ma długie, brązowe włosy) wygląda bardzo mizernie. Jest brudna, chuda, ma lekkie sińce na twarzy jak i pod oczami. Jej suche usta są praktycznie całe popękane, a w ich kącikach jest zaschnięta krew. Kobieta powoli dochodzi do budynku i stara się zlokalizować jakąkolwiek osobę. Czy może kogoś zobaczyć? Przy oknie bądź kogoś poza budynkiem?
 
   Podziel się na:  
Devon Sugar 


16



Uczeń

Wysłany: 2016-04-05, 18:59   

Devon cenił swoje życie. Nie chciał, by te potwory się tu zbiegły. Postanowił więc się zachowywać. Z tego całego towarzystwa tylko dziewczyna zasługiwała na odrobinę szacunku. Nie była tak naiwna jak tych dwóch głąbów. Głąbów, w rozumowaniu Deva.
Paolo stąpał po krawędzi. Chłopak może i nie wygląda na rasowego morderce, ale podpuszczanie go nie pomoże. Mógłby to zrobić. Już raz było blisko. Sumienie go nie dręczy, da się do tego przyzwyczaić. -Nie prowokuj mnie.- Ostrzegł gościa. Jeszcze by się zdziwił, jakby dostał nożem w krtań. W każdym razie, chłopak nie chciał robić zamieszania. Tym bardziej, nie chciał zabijać tymczasowo "niewinnej" osoby.
Prawy strażak z Bronxów? Lepsze to niż policjant. Dev miał taką młodzieńczą niechęć do wszystkich mundurowych. Z drugiej strony, gdyby w jego domu wybuchł pożar, pomogliby mu strażacy. -Wydajesz się być porządnym człowiekiem, Cameronie, strażaku z Bronxu.- Powiedział, podnosząc deskę. Już wcześniej miał zamiar pomóc dziewczynie, więc długo nie trzeba było go namawiać. -Jednak porządni ludzie szybko giną.- Dodał oschle, bez żadnych emocji. Czy ci ludzie naprawdę nie grali w żadne gry? W każdym postapo na pierwszy ogień idą prawe osoby. Według tych gier, to zimni dranie mają dłuższe życie.
Dev chciał przybić jedną z desek, jednak, zauważył kogoś. -Ej, ludzie. Ktoś tu idzie.- Powiedział wyciszając ton. Nie wiedział czy ta osoba jest groźna. Miał wrażenie, że to dziewczyna, ale była za daleko, a on miał za małą widoczność, by być tego pewnym.
 
   Podziel się na:  
Cameron Franta 
Still fightin'


21



Strażak

Wysłany: 2016-04-06, 12:09   

Nie widział czemu, ale zaczął lubić tych ludzi. Każde z nich miało inną osobowość, co czyniło, że stawali się coraz to ciekawszymi obiektami do obserwacji i rozmowy.
Wiedział, że młody szybko się ogarnie, a Paolo na samym początku nie wyglądał na prowokatora. Ale czy to ważne? Chyba nie, każdy powinien mieć swoje zdanie do wyrażenia, nikt nie powinien się ograniczać w wypowiadaniu tego, o czym myśli. Na tym polegał stary, wolny świat. Teraz mają niby więcej tejże swobody. Mogą zabijać, kraść, bić gryźć i kto wie co jeszcze. Szkoda tylko, że po piętach drepczą im niegdyś żywe maszynki do zabijania, te nieznające litości, zaskakujące na każdym kroku.
- Nie mówię, że agregat miałby być używany teraz. Jakimś cudem mamy jeszcze prąd w gniazdkach i światło nad głową. Znalezienie piwnicy mogłoby być pomocne, może byłoby tam coś przydatnego...- odpowiedział Lou.
Odwrócił się w stronę Paolo, po czym pokazał mu ironicznie gest poprawiania koszuli. Uśmiechnął się w jego stronę, wtem ruszył za Devonem, aby zająć się zabezpieczaniem budynku przed niepożądanymi gośćmi.
- Nie wiem czego się naoglądałeś, ale umknął ci fakt, że to dzieci giną pierwsze- puścił oczko do narwanego nastolatka, po czym zobaczył to samo co on.
- Wygląda dziwnie. Trochę podejrzanie... Pozwólmy jej podejść bliżej. Jeśli zechce wejść do środka, niech wejdzie. Jeśli nie będzie umiała, to będzie oznaczało, że jest szwendaczem...- poinstruował ich w dalszym ciągu nie spuszczając nowego zjawiska z oczu.
_________________

 
   Podziel się na:  
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  




wxv.pl - załóż forum dyskusyjne za darmo





Za grafikę na forum odpowiedzialna jest Lou. Kodowanie Lex i Kelly.
Oficjalne otwarcie: 19.02.2016r.