Image Map
A zombie is coming! Strona Główna



Poprzedni temat «» Następny temat
Droga
Autor Wiadomość
Nate Dixon 

Rana cięta (przedramię)

Wysłany: 2016-03-19, 11:50   

Nate był już w drodze od kilku godzin, wciąż myślał o Kelly, ognistowłosej dziewczynie, którą miał okazję poznać kilka godzin wcześniej w barze. Była szurnięta, ale to się Nate'owi w sumie podobało, jednak nie był on typem romantyka i nie zamierzał na siłę prosić dziewczyny żeby z nim pojechała. Poza tym musiał się skupić na swojej misji odnalezienia brata. To było w tym momencie najważniejsze. Mężczyzna przejechał kilkadziesiąt kilometrów, ale to byłoby na tyle gdyż w motocyklu tego jebanego spaślaka skończyło się paliwo. Nate zatrzymał się, rzucił motocykl na glebę, a sam usiadł przy jakimś drzewie i postanowił się napić piwa które zabrał wcześniej z baru. Nawet nie wiedział kiedy mu się zdrzemnęło..
 
   Podziel się na:  
Christopher Blackwood 


29 lat



Bokser

Wysłany: 2016-04-10, 16:20   

Wstał ranek, po kolejnej bezsennej nocy mężczyzna zebrał swój prowizoryczny obóz, by ruszyć dalej przed siebie. Gdzie właściwie zmierzał? Och, gdyby tylko to wiedział... Jak na chwilę obecną nie miał żadnych perspektyw, jedynym jego celem było przeżycie. Chwytał się tego beznadziejnego życia rękami i nogami, bo... Bo jego córeczka by tego chciała. Odebrał jej życie własnymi rękoma, wbił jej w oko metalowy pręt, który od tamtej pory miał zawsze przy sobie. Został do tego zmuszony, tak jak wcześniej do patrzenia na jej śmierć, do obserwowania jak te pierdolone potwory wypruwają jej zębami flaki, jak ją jedzą... Musiał słuchać jej krzyków, a następnie skrócić jej cierpienia i nie pozwolić wrócić do życia. Muszę przyznać, że na pewno takie wydarzenie zostawiło na jego psychice trwały ślad. W swoim własnym mniemaniu był nic nie wartym potworem, a jednak dalej ciągnął ten bezsensowny żywot... I nie zamierzał zhańbić pamięci swojej córki poddaniem się. Z resztą... Nigdy się nie poddawał, był bokserem, zawsze walczył do końca. Ci, którzy śledzili jego poczynania w telewizji znali go właśnie z tego - wstawał. Prawie zawsze wstawał, nigdy nie poddawał walk.
No, ale nie ważne. Wróćmy do chwili obecnej. Znalazł się na jednej z dróg, przed nim rozciągał się sznur opuszczonych samochodów. Trzeba by było je przeszukać, ech... Ale może później. Oparł się o jedno z drzew i wyciągnął z kieszeni paczkę papierosów, z niej jednego, którego ulokował między wargami i już po chwili rozpalił za pomocą zapalniczki ukrytej w drugiej kieszeni. Zaciągnął się głęboko wypuszczając przed siebie gęstą chmurę dymu i przymknął delikatnie oczy. Instynktownie jedna jego dłoń powędrowała do tatuażu na jednym z przedramion... "Father". Ojciec. Zawiódł na tym polu całkowicie... Wiecie dlaczego nie spał? Bo za każdym, za każdym pierdolonym razem widział twarz Leili, widział jej wzrok, jak patrzyła na niego z niewypowiedzianym pytaniem... "Dlaczego mnie nie uratowałeś?".
_________________
 
   Podziel się na:  
Alycia A. Black 


18 lat



Uczennica

Wysłany: 2016-04-10, 16:52   

Względna cisza. Niby piękna pogoda. Co jakiś czas przeszywający ciało, wywołujący dreszcze na karku zgrzyt wywołany ostrzem maczety o karoserię samochodu. Nic. Zero reakcji ze strony otoczenia. Dawało to dziewczynie jako takie poczucie bezpieczeństwa podczas przeszukiwania losowych samochodów. Było ich tutaj mnóstwo, ale każdy wyglądał na doszczętnie splądrowanego. Wiele z nich pozbawiana była nawet przednich foteli czy lusterek.
- Cholera. - syknęła pod nosem gdy w kolejnym schowku samochodowym znalazła tylko robactwo. Chyba nie jest jeszcze aż tak głodna, chociaż trzeba przyznać, że wiele zrobi dla czegokolwiek jadalnego. Ale smażone robactwo? Na pewno nie. Zirytowana trzasnęła drzwiami samochodu. Być może nie była to dobra decyzja, ale Alycia nie widziała nikogo w zasięgu wzroku, a gdyby ktoś miałby ją zaatakować to już dawno by to zrobił. Jeżeli chodzi o sztywnych, to slalom miedzy samochodami nie należy do ich specjalności. Nie jest tutaj od dwóch minut - gdyby ktoś tutaj miał być to już dawno by o tym wiedziała. Głód tylko kumulował złość, zmniejszał zachowanie ostrożności, a i nawet spostrzegawczość. Fakt, że nie czuła zagrożenia działał na jej niekorzyść. Nie mogła sobie na to pozwolić kiedy błąka się samotnie.
Sęk w tym, że nie zwróciła wystarczająco dużej uwagi na pobocze i na mężczyznę, do którego cały czas nieświadomie się zbliżała. Usłyszał jej brak ostrożności?
_________________
Time changes everyone.
 
   Podziel się na:  
Christopher Blackwood 


29 lat



Bokser

Wysłany: 2016-04-10, 17:36   

Kogo właściwie w dzisiejszych czasach obchodziło jaka była pogoda? Najlepiej, żeby spadł jakiś deszcz, który wymordowałby wszystkich sztywnych, huh?
Widać, że Alycia bardzo szybko przyswoiła sobie zasady gry, w którą chcąc nie chcąc wszyscy grali. To dobrze dla niej, teraz ludzie, którzy potrafili sobie radzić byli jak najbardziej potrzebni.
Tak czy siak masz rację - trzaskanie drzwiami by dać upust swojej złości było raczej kiepskim pomysłem i nie mówię tutaj tylko o sztywnych, ponieważ ludzi należy bać się równie mocno, o ile nie bardziej. W każdym razie, gdyby Chris był jakimś psychopatą to pewnie miałaby już przesrane. W zasadzie daleko mu do psychola nie było, no ale... Nie miał powodów, by ją krzywdzić - a przynajmniej dopóki nie zagrozi jego życiu.
Przeniósł leniwie wzrok na młodą kobietę, która zbliżała się do niego z każdą sekundą. Jego dłoń powędrowała do pręta z którym się nie rozstawał, co prawda słaba broń, ale zależy kto nią włada - w rękach Chris'a taki kawałek metalu potrafił być naprawdę niebezpieczny. W wolnej dłoni trzymał papierosem i prawdopodobnie pozwoliłby jej przejść obok, kompletnie by ją olał, ale pchnięty impulsem postanowił się odezwać:
- Robisz zbyt dużo hałasu.. - mruknął cicho, a na jego twarzy pojawił sie na swój sposób arogancki uśmiech, który ostatnio był nieodłącznym elementem jego wyglądu. Zajrzał dziewczynie prosto w oczy, gdy znalazła się dość blisko niego (o ile oczywiście nie uciekła od razu).
- Nic nie znalazłaś, huh? - spytał tak zwyczajnie, by kontynuować rozmowę, no i poza tym... Jeśli Alycia nic nie znalazła, to on nie będzie musiał już szukać. Z drugiej jednak strony... Dlaczego miałaby powiedzieć mu prawdę? W każdym razie... Miło było w końcu otworzyć do kogoś gębę, spotkać kogoś żywego. Ostatnią żywą osobą z którą rozmawiał była... Ech, nie ważne, odgonił od siebie te myśli - ostatnio ciągle starał się nie utonąć w fali wspomnień... Chociaż była to naprawdę trudna sprawa.
_________________
 
   Podziel się na:  
Alycia A. Black 


18 lat



Uczennica

Wysłany: 2016-04-10, 20:33   

Krok za krokiem, krok za krokiem i pewnie dalej by tak było gdyby mężczyzna jednak nie postanowił się odezwać. Wyszła ze swojego beztroskiego stanu niczym oblana wiadrem zimnej wody. Ah, woda... Reakcja była szybka i jak dla niej już standardowa. Mocniej chwyciła dzierżoną broń unosząc ją tak, by w razie czego reakcja była wystarczająco szybka. W tym samym czasie lewą ręką po omacku upewniła się, że jej nóż jest na swoim miejscu - za pasem. Nie da się ukryć, że się przestraszyła, a być może tylko dziwiła, ale przede wszystkim w duchu wkurzyła, że dała się zaskoczyć.
Nie uciekła. Przybrała swoją kamienną twarz i wpatrzyła się w nieznajomego. Początkowo napotkała jego wzrok, jednak zaraz po tym szybko omiotła wzrokiem jego sylwetkę oceniając... swoje ewentualne szanse. Gdyby oczywiście to on okazał się agresywny. Nie trzeba być znawcą by wiedzieć, kto wygrywa w przedbiegach. Cóż.
- Wiem co robię. - parsknęła w odpowiedzi nieprzyjemnym tonem. Z zasady nie ufała nikomu i niczemu, tym bardziej komuś, kto w jej mniemaniu tak się czaił. Podeszła odrobinę bliżej, jednak bezpieczna dla niej odległość dalej była zachowana.
- Nie po to błąkam się tutaj tyle czasu by teraz ułatwić Ci robotę. - odpowiedziała już nieco innym tonem, ale dalej nie brzmiąc milutko. Nie miała zamiaru ułatwiać obcemu zadania, zwłaszcza, że dzień jest krótki a do przeszukania zostało jeszcze sporo aut.
- Dlaczego sam nie sprawdzisz, huh? - rzuciła zapytaniem jakby z lekką pogardą w głosie, przy czym machnęła maczetą w stronę nieprzeszukanej przez niej okolicy. Aż dziw, że w ogóle podjęła jakąkolwiek rozmowę. Pozostała czujna i nie spuszczała mężczyzny z oczu na dłużej niż ułamki sekundy.
_________________
Time changes everyone.
 
   Podziel się na:  
Christopher Blackwood 


29 lat



Bokser

Wysłany: 2016-04-11, 00:46   

Krok za krokiem, krok za krokiem... I co jej to daje? Każdy gdzieś pędzi, każdy ma swój cel, jednak czy komukolwiek udaje siędo niego dotrzeć? Jednego możemy być pewni - wspólnym celem wędrówki każdej osoby było przetrwanie... Nigdy nie wiesz kiedy trafi Cię jakiś sztywny, czy człowiek, który stracił zmysły. Tak jak już mówiłem - ludzi chyba należy bać się bardziej niż tych cholernych zombie...
Faktycznie - jej reakcja była jak najbardziej na miejscu - dłoń natychmiast powędrowała do broni, nie spoufalała się z nim... Była rozsądną osobą i bardzo mu to odpowiadało, chociaż bądźmy szczerzy - w bezpośrednim starciu miałaby raczej bardzo małe szanse. Z drugiej strony może oceniał ją pochopnie, może to on miał małe? Tak czy siak... Był od niej starszy, większy, miał za sobą od cholery lat boksu... Mógł pomyśleć, że dziewczyna nie jest dla niego zagrożeniem, prawda?
Odwzajemnił jej spojrzenie, w jej wzroku ujrzał... Heh, cóż - samego siebie. Podobnie skrzywdzonąosobę jak on, chociaż czy mogła wiedzieć czym jest odebranie życia osobie, którą kocha się bezwarunkowo? Nie mogła, co nie zmienia faktu, że mogła przeżyć równie dużo jak i on. W każdym razie.. To było mało ważne. Naprawdę mało ważne.
Parsknął śmiechem, gdy odpowiedziała mu na pierwsze słowa.
- Właśnie widzę. Wyobraźmy sobie, że jestem socjopatą uzbrojonym w snajperkę. Faktycznie wiesz co robisz.. - odparł dalej z lekkim śmiechem. No, bo w sumie... Gdyby faktycznie był taką osobą dawno byłaby martwa, a jej rzeczy należałyby do niego. Chyba mam rację, nie?
Mimo, że zbliżała się do niego, on nie zmieniał swojej pozycji. Cały czas wpatrywał się w niąoparty o drzewo, raz po raz machinalnie podnosił papierosa do ust, by wypuścić kolejnągęstą chmurę dymu... Nie odsuwał się. Nie czuł takiej potrzeby i heh... Nie chciał wcale robić jej krzywdy.
- Och, oczywiście,że nie. W końcu zostało tak wiele ludzi, że należy sobie tylko i wyłącznie przeszkadzać, w żadnym wypadku nie wolno sobie pomagać, nie? - odparł szyderczym tonem i wreszcie odsunął się od drzewa. Ruszył w kierunku samochodów mijając dziewczynę. Ofc zachował odpowiednią odległość, kto wie, co strzeli jej do łba? Mimo, że wyglądała na rozsądnąosobę, hmm... Ostrożnośc przede wszystkim.
Podszedł do jednego z bliżej stojących samochodów i sprawdzając go rzucił do Alycii (mam nadzieję, że dobrze to piszę!):
- Tego chyba nie sprawdziłaś, hm? Heh... I tak byś mi nie powiedziała. - i znów pod nosem się zaśmiał. Powiem szczerze, że podobało mu się to, iż nie była głupia. Spotkał na swej drodze wiele durnych kobiet, a ona... Mimo młodego wieku wiedziała co robi, to dobrze. Bardzo dobrze.
_________________
 
   Podziel się na:  
Alycia A. Black 


18 lat



Uczennica

Wysłany: 2016-04-11, 21:02   

Wiadomo - współpraca współpracą i takie tam inne bzdety, ale w tych czasach są ludzie, którzy bez zawahania odbiorą Ci cały dorobek tygodnia, a przy tym jeszcze rzucą hordzie umarlaków na przystawkę. Ugh, żeby tylko... Zawsze jest lepiej dmuchać na zimne, a przy okazji nie pokazywać swych słabości. Tych należy szukać w przeciwniku i je wykorzystać. Dbanie o swoje dobro przede wszystkim, zwłaszcza jeśli jest się małą egoistką. Czy Chris był przeciwnikiem? Póki co na takiego się nie zapowiadał, ale to nadal była obca dla niej osoba. Jeszcze nie rzucili się sobie do gardeł - to musi być jakiś dobry znak. Poza tym nie wyglądał jej na kogoś, kto szuka zaczepki.
Po pierwszej odpowiedzi jedynie wykrzywiła swoją twarz w grymasie... niezadowolenia? Nie spodobało jej się to co usłyszała, jednak mimo wszystko ugryzła się w język i powstrzymała od złośliwych komentarzy. Wszczynanie sprzeczek z kim popadnie było jej w tym momencie najmniej potrzebne.
Zdążyła opuścić broń i nieco odpuściła, w momencie gdy zauważyła, że Chris wcale nie idzie w jej kierunku.
- Cóż... Nie sądzę byś Ty mógł mi jakoś pomóc. Więc i czemu ja mam pomóc Tobie? - rzuciła, po czym przeszła w stronę tego samego samochodu opierając się o jego dach. Bezpieczna odległość między nimi drastycznie się zmieniła. Czujność rzecz jasna zachowana - osoba patrząca z boku mogłaby mieć wrażenie, że Alycia zaraz spali go wzrokiem. Obserwowała każdy, nawet najmniejszy jego ruch.
Westchnęła jakby z litością po następnych słowach. Zupełnie jakby nie miała ochoty odpowiadać, ale wie, że to może wyjść na plus.
- Wszystko w tamtym kierunku - tutaj obróciła się i machnęła ręką w kierunku, z którego przyszła - jest doszczętnie przeczesane. Dalej jak mniemam również pustki. - ostatnie zdanie wypowiedziała ze zrezygnowaniem w głosie. Odpuściła złośliwości? Na chwilę.
_________________
Time changes everyone.
 
   Podziel się na:  
Christopher Blackwood 


29 lat



Bokser

Wysłany: 2016-04-14, 15:09   

Kto mówi o jakiejś współpracy? Wystarczy, że powie mu czy coś znalazła, jeśli nie, pójdzie szukać w innych samochodach, a jeśli tak, cóż... Wcale nie zamierzał odbierać jej łupu. Z drugiej strony skąd mogła o tym wiedzieć? Przecież wcale go nie znała, a wątpił, by jego zapewnienia cokolwiek dały. W każdym razie pewnie masz rację - ta cała apokalipsa mocno zmieniła ludzki gatunek. W tej chwili prędzej przypominali stado wygłodniałych wilków, czy innych zwierząt, które działały instynktownie, rzucały siędo gardła byle tylko przetrwać, zdobyć pokarm... W zasadzie bawiło go trochę takie zachowanie. Mimo, że sam miał siebie za potwora nie zamierzał bez potrzeby krzywdzić innych, chyba, że mu zagrażali.
Co do Twojego pytania... Nie, Chris raczej nie był jej przeciwnikiem. W ogóle nie traktował jej jak potencjalne zagrożenie, nie zamierzał jej atakować, ani nic zabierać. Może tak po prostu brakowało mu rozmowy z żywym człowiekiem i dlatego się odezwał, właściwie sam nie wiedział co nim kieruje.
Mogło jej się nie spodobać co powiedział, ale czy taka nie była prawda? Gdyby miała do czynienia z człowiekiem lubującym się w odbieraniu innym życia, z kimś, kto mordował by nie tylko dla jedzenia, ale dla samej przyjemności... W takim wypadku czy hałasowanie było mądrym pomysłem? Chociaż w sumie... Kiedyś trzeba umrzeć, nie? Zdecydowanie lepszą śmiercią wydawała się śmierć od postrzału, niż ta zadana przez sztywnych, pożarcie żywcem.
- Kto powiedział, że nie mogęCi w żaden sposób pomóc? Kiedyś może przyjść taki dzień, kiedy będziesz potrzebowała mojej ręki. Nigdy nie wiesz, co będzie jutro. - odparł całkiem poważnym tonem, skupiony na swoim celu, którym było stojące nieopodal auto. Otworzył drzwi i zajrzał do środka - tak jak podejrzewał, nie znalazł tam kompletnie niczego. Ignorował obecności Alycii, dopóki ta się nie odezwała...
Przeniósł na nią wzrok i uśmiechnął sięlekko.
- I co, to było takie trudne? - rzucił rozbawiony i przeszedł do bagażnika, w którym niestety również nic nie znalazł.
- Ech, chyba masz rację... Prawdopodobnie wszystkie zostały już dawno wyczyszczone, lepiej byłoby poszukać gdzie indziej. No nic... Palisz? - po ostatnim pytaniu wyciągnął z kieszeni paczkę papierosów i skierował ją w kierunku dziewczyny.
_________________
 
   Podziel się na:  
Alycia A. Black 


18 lat



Uczennica

Wysłany: 2016-04-14, 21:58   

No cóż, pech. Pustki nie powinny być dla nikogo zaskoczeniem. Zapewne nadzieje na znalezienie tutaj czegokolwiek minęły kilka tygodni temu. Chyba, że ktoś gustuje w robactwie i gumie z opon. Poza tym nawet przed rozpoczęciem tego syfu wiele z tych aut by się nie wykrzesało.
- Jutro? Jutro pewnie będę martwa. - parsknęła z wymuszonym uśmieszkiem. W tym samym momencie odpuściła złośliwości, a i nawet przestała się tak gapić, przerzucając wzrok gdzieś w głąb drogi. Równie dobrze martwa może być i dziś. Chociaż kto wie czy to nie ten jej upór i trzymanie się z dala ludzi dalej trzymało ją przy życiu. Być może unikanie obcych, tudzież ewentualne chłodne i złośliwe traktowanie ich sprawiły, że jedyny tyłek o jaki musi się martwić to jej tyłek.
Kolejną uwagę jakby zignorowała. Jej duma poczuła się dźgnięta. Ale igłą. I to taką małą. Nie żeby coś... Lepiej mówić mniej niż za dużo, nawet jeśli jest to postawa skrajnie egoistyczna.
Słysząc pytanie wahała się dość długą chwilę. Wiesz, kobieca duma (która naprawdę potrafi być zaskakująco duża) i te sprawy nie chciały pozwolić, by to on coś dla niej zrobił, nawet jeśli chodziło o taką pierdołę jak fajka. Chcąc nie chcąc dawne przyzwyczajenia i chęć wrócenia do normalności choć na chwilę sprawiły, że po mimo tych oporów skorzystała z propozycji.
- Palę. - odpowiedziała po czym skierowała dłoń w stronę paczki papierosów, uprzednio zahaczając w specjalnie do tego zrobionym uchwycie przy plecaku ciągle trzymaną broń. Okolica, jak i Chris, wyglądali spokojnie, ale mimo wszystko gdy jej ręka wracała zza pleców to znów wykonała gest sprawdzenia, czy nóż jest na swoim miejscu.
- Prędzej znajdzie się coś, nie wiem... W domu, mieszkaniu. Wszędzie gdzie przeciętny człowiek boi się zajrzeć, a jeśli już to zawsze coś przegapi czy zostawi. Zamierzam obskoczyć kilka zanim zrobi się ciemno. - ciągnęła bez większej motywacji do działania, przy tym nerwowo kopała czubkiem buta w asfalt. Te buty i tak się bardziej nie zniszczą.
- Jesteś sam, masz grupę? - po chwili rzuciła już twardo, wracając do swojej bojowej postawy, przy czym znów obdarzyła Chrisa srogim spojrzeniem.
_________________
Time changes everyone.
 
   Podziel się na:  
Christopher Blackwood 


29 lat



Bokser

Wysłany: 2016-04-17, 13:08   

To prawda, nie powinni się dziwić temu, że nic tutaj nie znaleźli, aczkolwiek... Zawsze warto spróbować, prawda? Może jakiś mniej spostrzegawczy osobnik przegapił jakieś zapasy ukryte na przykład w schowku, czy coś? Nigdy nic nie wiadomo, hmm? A, no i Chris jeszcze nie był taki zdesperowany, by zacząć wsuwać robactwo... Chociaż kto wie, może życie kiedyś zmusi go do takich czynów. W końcu... Ludzie chwytali sięczego się da, byleby tylko przetrwać.
- Nie wiem jak Ty, ale ja zamierzam przeżyć. Dzisiaj, jutro, pojutrze... Jak najdłużej. - Odparł nie odwzajemniając uśmiechu, ponieważ nie podobało mu sięwcale takie podejście. Co za pesymistka, pff... On był więcej niż pewien, że nie da się zabić, przynajmniej nie w najbliższym czasie. Choć całkiem niedawno myślał tylko o tym, żeby umrzeć... Chyba coś się zmieniło. Coś głęboko w środku mówiło mu, że jego córka nie chciałaby, żeby się poddał, w końcu... On nigdy sięnie poddawał.
Tak czy siak jej sposób myślenia o innych był w tych mrocznych czasach raczej powszechny, wiele osób unikało ludzi, albo traktowało ich w taki właśnie sposób, ponieważ najbardziej martwili się o siebie.
Zaraz po sprawdzeniu bagażnika kontynuował przeszukiwanie samochodu, zaglądał wszędzie - pod siedzenia, otworzył schowek, podniósł dywaniki mając nadzieję, że znajdzie tam jakąś klapę do kolejnego schowka, niestety - jak można było się spodziewać... Pusto. No cóż... Może następnym razem mu się poszczęści.
Gdy dziewczyna wzięła od niego papierosa schował paczkędo kieszeni i wyciągnął z niej zapalniczkę, którą jej wręczył.
- Wiesz... Pewnie Ci się to nie spodoba, ale we dwójkę mamy większe szanse znalezienia czegoś. Możemy chyba sobie nawzajem pomóc. - rzucił, a następnie westchnął cicho słysząc jej pytanie.
- Podróżuję sam. Od początku jestem... Sam. No, prawie od początku. - odpowiedział odwzajemniając jej spojrzenie, z tym, że w jego wzroku nie było widać wrogości, a raczej obojętność. Było jakby... Puste, zupełnie jakby ich posiadacz był wyprany ze wszelkich uczuć.
- Jak masz na imię? - spytał po chwili chcąc podtrzymać rozmowę.
_________________
 
   Podziel się na:  
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  




wxv.pl - załóż forum dyskusyjne za darmo



Ta strona używa plików cookie w celu usprawnienia i ułatwienia dostępu do serwisu oraz prowadzenia danych statystycznych. Dalsze korzystanie z tej witryny oznacza akceptację tego stanu rzeczy.

Zapoznaj się również z nasza Polityka Prywatnosci

  
ROZUMIEM


Za grafikę na forum odpowiedzialna jest Lou. Kodowanie Lex i Kelly.
Oficjalne otwarcie: 19.02.2016r.