Image Map
A zombie is coming! Strona Główna




Poprzedni temat «» Następny temat
Lusk Reservoir
Autor Wiadomość
Aisha Devanport 


25



Gitarzystka Bloody Bath

Wysłany: 2016-02-25, 15:42   Lusk Reservoir

Jezioro znajdujące się praktycznie w samym środku West Point i prawdopodobnie jedno z najlepszych miejsc do łowienia ryb. Otaczają je różne budynki jak i mały park w którym jest ładnie urządzony plac zabaw. Wszystko wyglądałoby pewnie jeszcze lepiej, gdyby nie było brudne od krwi i innych świństw. Do jeziora niedawno wpadło sporo samochodów, tak więc różne rzeczy (w tym ciała) dryfują na powierzchni.
Nie poleca się w nim kąpieli, gdyż zombie zaklinowane pod wodą wciąż mogą zaatakować.
 
   Podziel się na:  
Rhiannon O'Sullivan 


27 lat



Lekarka medycyny naturalnej

Wysłany: 2016-05-22, 23:56   

Po wizycie w kościele Rhiannon, jak to ona zgubiła się trochę i zamiast znaleźć się w lesie, do którego miała zamiar się udać zawędrowała nad jezioro. Co w sumie i tak jej pasowało, w końcu dookoła też można było znaleźć rośliny. Wiele osób nawet nie zdawało sobie sprawy z tego, że "chwasty" które tępią to zioła, którymi można leczyć. Rhiannon stanęła przy najbliższym porzuconym wraku, który był w połowie w wodzie i zajrzała do niego. Nic istotnego w nim nie zauważyła. Nawet nie widziała apteczki, która zwykle leżała gdzieś na widoku. Zostawiła więc samochód w spokoju i poszła w kierunku pobliskich krzaków. Mignęły jej gdzieś tam żółte kwiatki, które mogły okazać się mleczami. Na pewno by się przydały, więc wlazła w krzaki. Nie znalazła mleczy, tylko dziurawiec. Lepsze to niż nic, więc zaczęła go zbierać. Tak się na tym skupiła, że zapomniała rozglądać się dookoła. Nie zauważyła więc, że w jej kierunku zmierza wesołe truchło. Niestety dla martwiaka, w ostatniej chwili usłyszała jego charczenie, więc zdążyła odskoczyć. Oczywiście, czego rudowłosa musiała zapomnieć? Tak, broni! Wyrwało jej się kilka cichych przekleństw w różnych językach. Że też musiała akurat tym razem zapomnieć o broni! Wymyślała sobie w myślach i zaczęła wycofywać się z zasięgu zombie. ledwo powstrzymywała się od wrzasku przerażenia. tylko by ściągnęła w ten sposób więcej tych maszkar, a sama by sobie nie poradziła. nawet z tym jednym będzie mieć problemy. Cofała się od zombie i szukała wzrokiem czegokolwiek, czym mogłaby się od niego opędzić. Przecież pewnie i tak za daleko by nie pobiegła, a on by ją tylko uparcie gonił i pewnie dosyć szybko by ją odnalazł. Musiała go jakoś unieruchomić, żeby nie mógł za nią pójść.Bo przecież sama go nie zabije. Przecież to też człowiek, nie da rady podnieść na niego ręki.
 
   Podziel się na:  
Olaf Eriksson 
Ja rąbie | Mogę?


32 Lata



Drwal

Wiek: 20
Wysłany: 2016-05-23, 15:41   

Wędrując tu i tam, w poszukiwaniu swoich sióstr, Olaf trafił nad jezioro nazwę jego muszę wpisać . Dlaczego akurat tu? Po prostu nie znał okolicy aż tak dobrze. Poza tym można znaleźć tutaj jakiś trop, może coś przydatnego, jest jeszcze szansa na znalezienie czegoś do jedzenia. O samej wodzie nie wyżyje, mało kto da radę. Zaczął przeszukiwać wraki samochodów, ale bez rezultatów. Lekko się zdenerwował, że musi użerać się z tym wszystkim. Szedł dalej rozglądając się za czymkolwiek. Wtedy dostrzegł coś przed sobą, postawy człowieka, już miał krzyknąć ale na szczęście ugryzł się w język. Sztywny... Twarz mu trochę zrzedła na sam jego widok. Człapał sobie w przeciwnym kierunku niż drwal, ale to nie znaczyło, że widząc jego plecy jest bezpieczny, mogło ich tu być przecież więcej. Rozejrzał się dokoła i poszedł za zimnym. Nie wiedział dlaczego ruszył za nim, może coś wyczuł, załatwi go i zgarnie co ma przy sobie. Zrobił kilka kroków i zobaczył wtedy co tak przykuło uwagę trupa. - Cholera. - Pomyślał na głos Olaf. Kanadyjczyk lekko przyspieszył korku. Z początku myślał, że jego poszukiwania w końcu dadzą jakiś efekt, ale to nie była któraś z jego sióstr, tylko przypadkowa kobieta. Teraz to nie miało znaczenia, rodzina, nie rodzina, ktoś potrzebuje pomocy… ktoś żywy, dawno nie widział nikogo żywego, może zdoła wyciągnąć jakieś informacje, albo mu trochę pomorze. Nie wiedział czy tamta kobieta ma broń, ale nie miał zamiaru czekać. Założył rękawice, złapał za koniec trzonka siekiery i pobiegł w ich kierunku. Obrał sobie za cel “wesołe truchło”. Nie można być dla nich pobłażliwym, to jak bezlitosne potrafią być, nie zna granic. Wziął zamach, celując w jego prawy bok głowy z zamiarem rozbicia mu jej z całej siły. Zombie chyba było za bardzo zainteresowane rudowłosą kobietą, albo go nie usłyszał. Bez zbędnych ceregieli wykonał uderzenie w jego łeb…
 
   Podziel się na:  
Maisie Tupper 


28 lat



Pisarka i tłumaczka

Wysłany: 2016-05-23, 22:23   

Może to zabrzmi całkowicie nieodpowiedzialnie, ale poszła ich szukać. Nie Liv, nie siostry, nie swojej rodziny, a tych, przez których mieszkańcy portu Hudson tyle wycierpieli. Jasne, miała świadomość, że sama ma kiepskie szanse w walce. Nie łudziła się, że od razu wszystkich wytropi, obezwładni i pozabija. Póki co, po prostu powoli, budynek po budynku przeczesywała miasto w poszukiwaniu jakiś śladów. Dopiero kiedy uda jej się znaleźć byłych liderów, zacznie myśleć nad tym, jak ich zabić.
Ku zaskoczeniu nikogo, Tupper tym razem nic nie znalazła. To, że zdarzało jej się pisać opowiadania detektywistyczne, nie oznaczało, że sama jest jakąś niesamowitą tropicielką. Nie znaczyło też, że będzie miała choć odrobinę szczęścia i że kogokolwiek znajdzie. Mimo to, kobieta nie traciła nadziei. Może po prostu wolała zająć się szukaniem ludzi, z których śmierci by się tylko ucieszyła, zamiast poznać los najbliższych? A trzeba wiedzieć, że nie spodziewała się, że ktokolwiek z nich przeżył. Nie teraz, nie w tym świecie, gdzie nie wiadomo czy bardziej trzeba bać się ludzi czy trupów. Tupper pisała głównie o post apokalipsie, ale nie spodziewała się, że człowieczeństwo zniknie tak szybko. Ile to już czasu minęło? Dwa miesiące? Ten czas wydawał się wręcz absurdalnie krótki. Widziała za dużo śmierci i za bardzo się zmieniła, żeby to mogły być tylko dwa miesiące.
W takim oto ponurym nastroju Tupper przeszukiwała okolice jeziora Lusk Reservoir, kiedy zobaczyła trzy sylwetki. Kobieta odruchowo już sięgnęła po swoją broń - pałkę teleskopową. W końcu nie wiadomo na kogo - lub na co - się trafi. Sytuacja stała się trochę jaśniejsza, kiedy jedna z sylwetek wbiła drugiej coś w głowę, ale Tupper i tak nie schowała swojej pałki. Dopiero kiedy podbiegła bliżej i zobaczyła, że to jakiś mężczyzna uratował Rhiannon, lekko opuściła broń.
- Jesteś cała? - od razu spytała dziewczynę, po czym i tak musiała dokładnie jej się przyjrzeć, żeby upewnić się, że rudej nic się nie stało. - A ty? Kim jesteś? - spytała faceta, który właśnie ocalił życie jej koleżance.
 
   Podziel się na:  
Rhiannon O'Sullivan 


27 lat



Lekarka medycyny naturalnej

Wysłany: 2016-05-23, 23:40   

Cóż, zombie było zbyt mocno skupione na bezbronnej rudowłosej, żeby przejmować się tym, że ktoś sobie biegnie w jego kierunku. Rhiannon za to dalej cofała się szukając wzrokiem czegokolwiek, co mogłoby jej pomóc w zatrzymaniu trupka, więc sama też nie zwróciła za bardzo uwagi na to, czy ktoś jeszcze jest w okolicy. Dlatego jeszcze bardziej się przeraziła, kiedy nagle coś wylądowało na głowie trupa, który nagle upadł na ziemię ze zmiażdżoną głową. Kilka kropel krwi zombie trafiło na jej twarz. Cóż, to nie był jak dla niej zbyt duży problem, umyje się w obozie. Zatrzymała się i wlepiła niebieskie oczy o rozszerzonych z nadmiaru adrenaliny źrenicach w mężczyznę, który zdecydowanie nad nią górował. Jej oczy mogły trochę wyrazem przypominać przestraszonego jelonka Bambi, a przy jej 155cm wzrostu mało kto był dla niej niski, więc przedstawiała sobą idealny obraz osoby, która powinna już dawno temu umrzeć zjedzona przez któregoś z wesołych nie do końca martwych ludzi.
-Dziękuję za pomoc. - Wydusiła z siebie w końcu. W jej głosie było dosyć mocno słychać akcent, który jeśli ktoś chociaż kilka razy słyszał, dało się zidentyfikować jako irlandzki. Zwykle był on mniej słyszalny, ale przecież teraz była cała w nerwach. Nie panowała nad sobą na tyle, żeby go złagodzić.
-Jestem Rhiannon, czy mogłabym się jakoś odwdz... - Przedstawiła się po chwili, kiedy trochę się uspokoiła. Akcent było już słychać trochę mniej. Jednak przerwała w połowie swojego pytanie, gdyż usłyszała za sobą zadane znajomym głosem pytanie, które trochę wcięło jej się w zdanie.
- Cześć Mai, nic mi nie jest. - Odpowiedziała jej ustawiając się bokiem i do niej i do swojego wybawiciela. Zdążyła się opanować już na tyle, żeby lekko się do niej uśmiechnąć. Odpowiedziałaby też na drugie pytanie, ale sama jeszcze przecież nie wiedziała jak się ten mężczyzna nazywa. Za to zaczęła się zastanawiać, czy nie zaprosić go do obozu. Jeśli okaże się, że nie ma wobec niej i Mai złych zamiarów, to pewnie nie patrząc na przyjaciółkę zaproponuje to wielkoludowi. W obozie na pewno przyda się ktoś, kto jest w pełni sprawny, skoro sporo osób leżało w punktach medycznych. I niech jej nawet Maisie nie próbuje tego pomysłu wybić z głowy! Już postanowiła, więc nic jej w zrealizowaniu tego planu nie przeszkodzi, nawet gdyby miała się kłócić z przyjaciółką, o to, czy można zaufać osobie poznanej kilka minut temu.
 
   Podziel się na:  
Olaf Eriksson 
Ja rąbie | Mogę?


32 Lata



Drwal

Wiek: 20
Wysłany: 2016-05-24, 21:53   

Westchnął głęboko, kiedy sztywny padł na ziemię z rozwaloną głową… Krew rozbryzgała się wokoło. Rękawice, siekiera i ciuchy trochę się pobrudziły, najwidoczniej będzie trzeba je znowu wyczyścić. Jak dobrze, że blisko jest woda. ‘Zaraz a czapka?!’ - Przez jego głowę przeszła straszna myśl, czapka mogła się pobrudzić. Zdjął ją z głowy i obejrzał. Czyściutka, mucha nie siada. Jak dobrze - Odetchnął z ulgą zadowolony, czasami zdarza mu się odpłynąć myślami.
Wracając do świata rzeczywistego. Spojrzał na rudowłosą, obadał ją wzrokiem, chyba nic jej nie jest, ale lepiej się upewnić. Już miał się zabrać do pytania “Czy wszystko w porządku?” ale go wyprzedziła. Zaśmiał się cicho pod nosem, akcent ma ciekawy i zabawny. Widać, że jest lekko poddenerwowana, może lepiej jej nie przerywać, niech się uspokoi. Wysłuchał co ma do powiedzenia kobieta. Nagle ktoś się pojawił, Olaf odwrócił się w kierunku z którego usłyszał głos, mocniej zaciskając siekierę. Ku jego zdziwieniu obydwie znały się, chyba dość dobrze. Poluźnił chwyt jak zrozumiał, że pałka która trzyma, nie była chyba na niego, nie chciałby takim czymś dostać. Nawet nic nie odpowiedział jeszcze, a ta nowa rzuca kolejnymi pytaniami. ‘Kim jest?’ - Powtórzył w głowie pytanie. Podniósł delikatnie ręce bu je zobaczyć, spojrzał na obydwie, potem na siebie całego i wrócił wzrokiem na kobiety. Uśmiechnął się jakby miał zacząć się śmiać. Jestem prezyde... - Uśmiech mu się poszerzył ale zatrzymał się z dokończeniem zdania, wziął głęboki oddech by się uspokoić i zaczął od nowa.
Olaf... - Odpowiedział już z poważnym wyrazem twarzy, są chwile przy których można się śmiać i nie. Spojrzał na uzbrojoną kobietę i dodał … i nie, nie chcę dostać tą pałką przez głowę. - Wskazał palcem broń.
Zwrócił się teraz do rudowłosej Coś mówiłaś wcześniej Rhia… Rhiao... Przepraszam możesz powtórzyć swoje imię? Nie mam do nich pamięci. - Widać było lekkie zakłopotanie na jego twarzy.
 
   Podziel się na:  
Maisie Tupper 


28 lat



Pisarka i tłumaczka

Wysłany: 2016-05-24, 23:03   

Ta siekiera jakoś nie wyglądała zbyt sympatycznie, choć tyle dobrze, że to nie była spluwa. Chociaż, może to tak naprawdę nie robi znaczenia, facet i tak był od niej z trzydzieści kilo cięższy, sama w walce nie miała szans. A nie oszukujmy się - mimo całej sympatii do dziewczyny, Tupper miała świadomość, że walcząc z Rhiannon u boku mogłaby równie dobrze walczyć sama. Co w ogóle strzeliło tej dziewczynie do głowy, żeby chodzić po mieście samej? Przecież gdyby trafiła na nawet małą grupkę truposzów, już dawno byłaby martwa. Dobrze że przynajmniej ten facet znalazł ją, zanim zrobiło się niesympatycznie. Wydawał się być całkiem porządny, ale cóż, ludzie którzy ją porwali chyba też wyglądali całkiem porządnie, zanim zarzucili jej worek na głowę.
- Czemu ty w ogóle chodzisz po mieście sama? Masz w ogóle... - ...jakąś broń?, chciała dokończyć, ale zdążyła ugryść się w język. W końcu ten facet nie musiał wiedzieć, że Rhiannon jest całkiem bezbronna. - Po prostu zabieraj kogoś ze sobą jak wychodzisz, okej? - rzuciła zrezygnowana.
Tupper uniosła brew, słysząc co mężczyzna zamierza powiedzieć. Jakoś szczególnie jej to nie bawiło, tym bardziej że kolesia nie znała, i równie dobrze podczas salwy śmiechu mógłby rzucić się na nie z tą swoją siekierą. Dobra, może przesadzała, ale po swoich niedawnych doświadczeniach wolała być żywą paranoiczką niż na luzie chodzić wśród innych sztywnych.
- Olaf? Jak ten bałwanek? - uniosła brwi. Jakoś wielki facet z brodą mało jej się kojarzył z bałwankami. I chyba to nie on powinien się martwić tym, kto jaką broń trzyma. Tupper puściła jego uwagę mimo uszu i nie schowała swojej pałki.
 
   Podziel się na:  
Rhiannon O'Sullivan 


27 lat



Lekarka medycyny naturalnej

Wysłany: 2016-05-28, 12:47   

Została zasypana pytaniami. Niezbyt to lubiła, ale co poradzić? Przecież ich nie zignoruje, jeszcze by Mai zrobiło się przykro i co wtedy? Domyślając się, o co chciała zapytać odpowiedziała i na to niedokończone pytanie.
- Oni tylko rzucaliby się na zombie, a tak mogłam ze spokojem sama cicho przemykać w cieniach i pozbierać zioła. Teraz trochę się zagapiłam, ale przecież wszystko jest dobrze! I nie mam, zapomniałam. - Ostatnie zdanie powiedziała trochę zakłopotana, co jak co, ale o broni powinna pamiętać, nawet jak jej się zwykle do niczego nie przydaje.
- Znajdź mi kogoś, kto nie będzie bezsensownie ryzykował to zacznę wychodzić z tą osobą, tak to tylko większe ryzyko niż gdybym chodziła sama. - Marudziła na zrezygnowaną prośbę przyjaciółki. Taka prawda, przecież te gamonie tylko by się rzucały z karabinami na zombie, a nawet nie myśleli, że w ten sposób tylko ściągają ich więcej w okolicę.
Cóż, Rhiannon nie dopuszczała do siebie w ogóle myśli, że ktoś, kto przed chwilą ją uratował mógłby ją teraz skrzywdzić, więc po prostu nie przejmowała się tym wszystkim aż tak jak Maisie.
-Jak ten uroczy bałwanek z frozen!- Wyrwało jej się równocześnie z Mai. Tak, widocznie miały takie samo skojarzenie, w tej samej chwili. Czasem się tak zdarzało. Uśmiechnęła się wesoło.
-Rhiannon, ale może być Rhia, jeśli łatwiej byłoby Ci to zapamiętać. Pytałam, czy mogę się jakoś odwdzięczyć. Masz może jakiś obóz? Bo u nas w sumie zrobiło się trochę wolnego miejsca, więc jakbyś chciał to mógłbyś dołączyć. - Powiedziała wesoło i jeśli Mai próbowała jej przerwać to i tak dalej mówiła. O nie, nie zamierzała dać się uciszyć. Nie tym razem.
 
   Podziel się na:  
Olaf Eriksson 
Ja rąbie | Mogę?


32 Lata



Drwal

Wiek: 20
Wysłany: 2016-05-29, 11:21   

Rhiannon dostała opieprz od dopiero co przybyłej kobiety. Typowy obrazek matki ochrzaniającej własne dziecko, zaśmiał się lekko. Miała trochę racji, samej chodzić po mieście bez żadnej ochrony. Cienko widzi walkę z tym zombie, jak by go tu nie było. Mogło już być po ptokach. Co innego on, nie miał jak chodzić z kimś, bo każdy kogo spotykał chciał go zjeść albo zabić. Rudowłosa narzeka na swoich ludzi, ale lepiej tacy co klepią na oślep, niż żadni. Dobrze się znają to widać, ale o co chodziło przed chwilą tej brunetce? Jaki bałwan, gdzie że on? Nagle zielarka wystrzeliła z jakimś uroczym bałwankiem. - O co chodzi? Jaki “frozen”? Uroczy? - Zadał sobie pytania w głowie. Nie mógł zrozumieć o co biega tym dwóm. Nie chciał przerywać Rhiannon w trakcie kiedy mówiła, więc zapyta potem. Wysłuchał ją uważnie, dołączenie do kogoś nie było by złym pomysłem, w szczególności, że mają miejsce, pewnie ci waleczni się już wypalili. Mógłby to wykorzystać i popytać o siostry, posiedzieć w cieple i nie martwić się w nocy o własne bezpieczeństwo. Zaraz po tym jak rudowłosa skończyła mu mówić o dołączenie do nich, drwal jej odpowiedział.
- Daj mi chwilę do namysłu ok Rhia... - Powiedział do zielarki uśmiechając się kącikiem ust. Teraz bardziej interesowało go oddalenie się stąd, byli całkowicie odsłonięci.
- A może najpierw odejdziemy stąd, gdzieś w bezpieczniejsze miejsce? - Zaproponował kobietom Olaf. Zaraz po tym spojrzał na Maisie spode łba i zapytał ciekawy faktem, że nazwała go bałwanem.
- Jaki “frozen” mogę wiedzieć? Ahh... Wyglądam Ci na bałwana? - Podrapał się po brodzie, w jego mniemaniu nie wygadał jak jakiś bałwan z marchewką zamiast kinola. Wiadomo on sam trochę ją sprowokował, ale różnica była znacząca. Nikomu nie ubliżył, a tym bardziej nie przebywającym przy nim kobietom, tak przynajmniej myślał kiedy odpowiadał na pytanie, kim jest. Kanadyjczyk chciał tylko rozładować atmosferę, a został wyzwany od bałwanów, co bardzo go uraziło.
 
   Podziel się na:  
Maisie Tupper 


28 lat



Pisarka i tłumaczka

Wysłany: 2016-06-05, 20:54   

- No tak, bo przecież chodzenie samemu w ogóle nie jest niebezpieczne i absolutnie nie jest bezsensownym ryzykiem - rzuciła cierpko.
Naprawdę nie chciała się kłócić, ale tu chodziło tylko o bezpieczeństwo Rhiannon i innych osób z obozu. Kiedy wychodziła tak bez słowa, prędzej czy później ktoś by się zaniepokoił i poszedł jej szukać, a nie wiadomo jak to by się skończyło. Oprócz tego nie mogli zapomnieć o rannych, którzy potrzebowali lekarza. Nie chodzi tylko o te kilka godzin, ale co jeśli dziewczyna by nie wróciła? Ci ludzie jej potrzebowali, nie tylko jako Rhiannon, członkini ich grupy, ale także jako lekarza.
Kiedy Tupper usłyszała pytanie o obóz, od razu zapobiegawczo położyła przyjaciółce dłoń na ramieniu, ale ona chyba nie załapała sugestii, że powinna przestać dalej mówić i nie drążyć tematu, bo ta oczywiście dalej wesoło trajkotała. Maisie starała się udawać, że dziewczyna nie jest na tyle lekkomyślna, żeby zrobić to celowo, ale coś nie za bardzo jej wychodziło.
- Nie, wcale nie mamy dość wolnego miejsca - powiedziała stanowczo, patrząc przyjaciółce w oczy. - Tym bardziej nie mamy dość wolnego miejsca dla obcych.
Na słowa przejściu w inne miejsce Tupper od razu zapaliła się ostrzegawcza lampka. Otaczały ich tylko budynki i park z wąskimi alejkami - całkiem niezłe miejsca na zasadzkę dla osób bez spluw. Nie żeby ona sama miała jakąś broń palną, ale przynajmniej na otwartej przestrzeni widziała zbliżających się ludzi i trupy. Inna sprawa, że gdyby pojawił się ktoś trzeci, kto potrafiłby celnie strzelać, wszyscy troje mieliby przejebane.
- Okej, niech będzie. Ale my wybieramy trasę.
Zawsze to jakieś zabezpieczenie lepsze niż żadne, musiałyby mieć skrajnego pecha, żeby wejść prosto w pułapkę. Cóż, po porwaniu przez psychopatów mogły spodziewać się wszystkiego, ale chociaż pozostawało się łudzić, że mają choć trochę farta w życiu. Przynajmniej Olaf ją rozbawił tym swoim naburmuszeniem i fochem. Nie często spotyka się wielkiego faceta, który obraża się jak mała dziewczynka.
- Nazywasz się jak bałwanek, a nie wyglądasz. Bałwanki z reguły nie mają brody - sprostowała powstrzymując uśmiech.
 
   Podziel się na:  
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  




wxv.pl - załóż forum dyskusyjne za darmo





Za grafikę na forum odpowiedzialna jest Lou. Kodowanie Lex i Kelly.
Oficjalne otwarcie: 19.02.2016r.