Image Map
A zombie is coming! Strona Główna



Poprzedni temat «» Następny temat
Opuszczony autobus
Autor Wiadomość
Kelly McCarthy 
Psycho.


21 lat



Rana postrzałowa (opatrzona)

Kelnerka

Wysłany: 2016-02-26, 12:37   Opuszczony autobus

Duży, żółty szkolny autobus, który wydaje się być porzucony i zapomniany.
W środku znajdziemy tylko kilka plam krwi oraz kawałki ciał dzieci. Prawdopodobnie jechały na zajęcia, kiedy wszystko się zaczęło.
_________________




You can't kill them all. They're already dead.


 
   Podziel się na:  
Christopher Blackwood 


29 lat



Bokser

Wysłany: 2016-04-11, 16:20   

Christopher Blackwood. Morderca. Potwór. Śmieć. Mężczyzna, który nie potrafił ochronić tego co dla niego najcenniejsze i niczego nie warty człowiek. Co robił w tej chwili nasz (zdecydowanie NIE) bohater? Szedł przez miasto z flaszką w ręku, butelką whisky, którą udało mu się znaleźć jakąś godzinę wcześniej (za przyzwoleniem mg oczywiście). Co prawda nie powinien się upijać, ponieważ z przyćmionym umysłem znacznie trudniej będzie mu podjąć ewentualną walkę z żywymi trupami, ale... Nie obchodziło go to. Właściwie to chyba nic go nie obchodziło, to jeden z tych dni, gdy śmierć córki nie dawała mu spokoju, to kolejny dzień po kolejnej bezsennej nocy, kolejny raz, gdy jego jestestwo zalewała fala wspomnień, obrazów, których szczerze mówiąc wolałby nie oglądać. Zatrzymał się przy opuszczonym autobusie i zaśmiał ironicznie sam do siebie, zatrzymując się w miejscu.
- Do kurwy nędzy, wszystko musi mi o Tobie przypominać!? - krzyknął, kolejna rzecz świadcząca o tym, że wariował - on już nawet gadał sam do siebie...
Podniósł po raz kolejny butelkę do ust i wlał do swojego gardła porcję ognistego płynu, płynu, który choć odrobinę uśmierzał ból.
Sięgnął do kieszeni i wyciągnął z niej paczkę papierosów, a z niej jednego. Już po chwili (choć z niemałym problemem) rozpalił go za pomocą zapalniczki i zaciągnął się głęboko.
Cofnął się kilka kroków do tyłu, a potem do przodu, choć lepszym określeniem byłoby 'zatoczyłsię'... Bardziej spostrzegawcze osoby zauważyłyby, że butelka nie należała do małych, a było w niej już mniej niż połowa. Mówiąc prosto - był naprawdę kurewsko pijany.
Wbił spojrzenie w szkolny autobus i osunął się na kolana nie odrywając od niego wzroku. Drżącą dłonią po raz kolejny uniósł papierosa do ust... Pragnął śmierci. Zwyczajnie nie chciał żyć, najchętniej zamknął by oczy i nigdy więcej się nie obudził. Być może słyszał ten gardłowy odgłos dochodzący zza jego pleców, jakaś część jego podświadomości zdawała sobie sprawę z tego, że zbliża się do niego jeden z tych potworów, ale nie umiał się obronić, a może... A może nie chciał?
Czy to miał być ten moment? Możliwe... Jeśli tak miało być, to przynajmniej chciał zdążyć napić się po raz kolejny. Kolejne kilka łyków i...
- Jestem gotowy.. - wyszeptał sam do siebie.
_________________
 
   Podziel się na:  
Aaron Blackwood 
Leniwa Buła


29



Elektryk/trener

Wysłany: 2016-04-11, 16:30   

Wędrówka.
Całość tej dziwnej zarazy była niczym innym, jak tylko najzwyczajniejszą wędrówką, podróżą po innych terytoriach, którą się odbywa w celu poznania czegoś nowego, nauczenia się czegoś o życiu. I właśnie tak było: pomimo tego, że te dziwne wydarzenia trwały trochę ponad miesiąc, Aaron był już w stanie zobaczyć dużo i dowiedzieć się więcej o mentalności ludzkiej.
Tak naprawdę, zupełnie niczym nie różniliśmy się od zwierząt. Dopuszczaliśmy się różnych, zazwyczaj dyskusyjnych moralnie rzeczy tylko po to, by przetrwać chociaż jeden dzień dłużej. Prawda dla większości ludzi musiała być bolesna.
Mężczyzna akurat zmierzał po murze w kierunku jednego z odciętych dachów, na którym urządził sobie coś w rodzaju przelotnej kryjówki. Miał jednak przeczucie, że coś dziwnego może się tu zaraz wydarzyć...
I w rzeczy samej. Na drodze, nieopodal starego autobusu, stał jakiś mężczyzna, czekając na śmierć, będąc najwidoczniej nawalonym jak stodoła. A za nim szedł powoli jeden z zombiaków, powoli wymierzając dłonie w kierunku jego głowy...
Wtedy go rozpoznał.
-Chris!
Zeskoczył z muru, wykonał przewrót by nadać sobie pęd, i ruszył w kierunku brata. Po drodze odpiął linę z hakiem i wykonał standardowy wymach od boku, którego nauczył się w Shaolin przy lekcjach z sheng biao. Lina owinęła się wokół szyi zombiaka, co Aaron natychmiast wykorzystał, szarpiąc do tyłu i obalając stwora. Doskoczył do niego i silnym ciosem piętą zmiażdżył mu twarzoczaszkę, uzielając mu tym samym błogosławieństwa śmierci ostatecznej.
Westchnął ciężko, patrząc na brata, i zwinął sheng biao z powrotem na ramię. Nie wiadomo, kiedy znowu się przyda.
-Nie raz ci mówiłem, że ten alkohol w końcu zryje ci beret. Ogarnij się, młocie.
 
   Podziel się na:  
Christopher Blackwood 


29 lat



Bokser

Wysłany: 2016-04-11, 16:43   

Cała ta cholerna epidemia mogła być czymś w rodzaju próby, jakby ktoś chciał sprawdzić jak my, ludzie, zachowamy się w takiej sytuacji... I chyba nie przejdziemy tej próby pomyślnie, jak ktoś mądrze powiedział - bardziej należy obawiać się ludzi, niż tych potworów. Większość z tych, którzy przeżyli martwiła się tylko o własną dupę i byli gotowi zrobić naprawdę straszne rzeczy, byleby przeżyć. W odróżnieniu od Chris'a, któremu w tej chwili było naprawdę wszystko jedno...
Niczym nie różniliśmy się od zwierząt, masz absolutną rację. Co prawda bóg, czy ktoś tam na górze obdarzył nas rozumem, jednak co z tego, gdy tak naprawdę nie każdy potrafił z niego korzystać.
Wracając do teraźniejszości... Nie sądził, że jest dla niego jakaś nadzieja, nie wierzył w takie szczęśliwe przypadki, a już na pewno nie w przeznaczenie, a tutaj proszę bardzo - jakiś życzliwy nieznajomy uratował mu życie. Jakże nasz nawalony włóczęga zdziwił się, gdy usłyszałswoje imię i tak kurewsko znajomy głos... Zaraz, zaraz.
- Jesteś... aniołem stróżem? - rzucił szyderczym tonem nie odwracając się w jego kierunku, po raz kolejny uniósł papierosa do ust i zaciągnął się wypuszczając kolejną chmurę dymu.
- Chyba pojawiasz się trochę za późno. - zaśmiał się po tych słowach i sięgnął po raz kolejny po butelkę, ale... Jakoś nie potrafił jej złapać, zdawało mu się, że jest zdecydowanie dalej, niż ją odstawił.
Nagle stracił równowagę i przechylił się do przodu ostatkiem sił opierając się dłońmi o podłoże.
Komiczna sytuacja - niegdyś wielki bokser, którego podziwiało mnóstwo osób, teraz nachlany, na czworakach, z papierosem w ręku i z aroganckim uśmiechem na ustach... Jak nisko można upaść?
_________________
 
   Podziel się na:  
Naomi Charlton 


25



Studentka Politologii

Wysłany: 2016-04-12, 21:31   

Naomi przemierzała ulicę West Point w ciągłym biegu. Nie zatrzymywała się nawet na sekundę, zupełnie tak jakby uciekała przez glinami bądź coś w tym rodzaju. Co prawda blondynka nigdy nie miała do czynienia z policją w takim znaczeniu, to i tak to dobre porównanie. Cóż... przed czymś jednak uciekała i mimo iż nie była to ręka prawa a to drugie, to i tak trzeba było się streszczać. Scena przypominała początek Trainspotting, który Nami tak dobrze pamiętała. Ile to razy oglądała w samotności filmy tego pokroju? Oczywiście ubóstwiała Fight Club, jednak ta sytuacja nie miała z nim nic wspólnego. Wiedziała, że bieg po ulicy, gdzie jest widoczna najbardziej jak to możliwe nie da jej zbyt wiele, jednak tylko po takim podłożu możliwe było tak szybkie przemieszczanie się. Mimo iż była ubrana w jeansowe spodenki, z których wystawały dwa paski, które były częścią paska do pończoch i białą, elegancką koszulę to i tak biegło jej się całkiem komfortowo. W końcu miała na nogach zupełnie niepasujące do całego stroju trampki. Cóż, dostała je w prezencie, a teraz wreszcie znalazły jakieś dobre zastosowanie. Pomagały jej niezwykle szybko odbijać się od ziemi, a coś w rodzaju kondycji, wyrobionej wieloletnim treningiem jogi pomogła jej przemieszczać się przez jedną z głównych dróg miasteczka. Washington Road zataczało idiotyczny krąg, po co biec na około, skoro można było skrócić sobie drogę mniejszym laskiem? Powoli weszła do niego i zaczęła przedzierać się przez chaszcze, które poharatały w kilku miejscach jej blade nogi. Jednak co ją to obchodziło? Byleby dalej, dalej od piekła, które przeżyła kilka godzin temu. Widząc na środku ulicy autobus a przy nim dwóch mężczyzn przeraziła się. W tym wypadku każdy człowiek, a szczególnie silny mężczyzna stawał się poważnym zagrożeniem. Zapewne mieli też broń, tak więc kobieta stanęła, praktycznie się przewracając. Miała cichą nadzieję, że Ci jej nie zauważyli. Po kilku sekundach przypomniało jej się jednak, że lepiej iść w stronę dwóch gadających mężczyzn niż wrócić tam, skąd przyszła. Podbiegła do nich i głośno dysząc wymamrotała:
- P...Potrzebuję pomocy. - powiedziała i otarła pot ze swojego czoła. Miała nadzieję, że mężczyźni nie mają wobec niej żadnych złych planów. Chociaż minęło dopiero kilka sekund od ich pierwszego spotkania. Zapewne myśli zdrowego mężczyzny nie skupiają się od razu na brutalnym gwałcie. W końcu to pierwsze spotkanie, cholera!
Dziewczyna wiedziała, że nie ma zbyt wiele czasu, jednak zaczęła łączyć fakty. Dwóch mężczyzn, szczególnie jeśli mają głowy na karku to mogliby coś zdziałać. Pomóc jej, jednak pierw musi im jakoś przedstawić tą sytuację. Chociaż w dzisiejszych czasach ludzie raczej nie szukają kłopotów. Jednak moment, Nami, pierw uspokój swój oddech. Kobieta zaczęła jeszcze bardziej dyszeć, położyła dłoń na swojej krtani i opuściła lekko głowę. Zanim ktokolwiek zdołał się odezwać, ta schowała się za autobusem i oblała swoją głowę wodą, przy okazji otwierając usta. Oczywiście nie dość, że się czegoś napiła, to lekko ochłodziła. Było jej już znacznie lepiej i wreszcie miała siłę, aby się przedstawić, wyjaśnić jej nagłą... wizytę.
- Nazywam się Naomi Charlton. Potrzebuję waszej pomocy, gonią mnie pewni ludzie. Za kilka minut tutaj będą, szukają mnie. West Point nie jest duże. - Powiedziała już całkiem zrozumiale. Jejku, jak ona chciałaby żeby ktoś wreszcie jej pomógł. Żeby pojawił się w tej obrzydliwej sytuacji ktoś, kto będzie potrafił...
_________________
A man’s got to do what a man’s got to do.

A woman must do what he can’t.

 
   Podziel się na:  
Aaron Blackwood 
Leniwa Buła


29



Elektryk/trener

Wysłany: 2016-04-14, 02:33   

-Aniołem stróżem? Twoim? - powiedział, po czym parsknął śmiechem. Doprawdy, wiedział że jego brat miewał dość często i gęsto problemy z alkoholem (a przynajmniej problemy według wszystkich wokół, tylko nie według niego), ale żeby być tak nawalonym jak stodoła, żeby nawet rodzonego brata nie rozpoznać... Westchnął ciężko, po czym kaszlnął kilka razy, czując wydobywający się z papierosa dym. Nienawidził tego zapachu. Przykucnął nad klęczącym bratem i spokojnym, lecz kategorycznym ruchem złapał go za kark.
-Gdybym miał być twoim aniołem stróżem, to ja dość szybko dostałbym szału, a ty miałbyś koncertowo przejebane.
W końcu wyraz twarzy niemalże trzydziestolatka nieco zelżał, a on sam pokręcił głową i uśmiechnął się delikatnie. W sumie musiał sam się przed sobą przyznać, że nieczęsto mu się to zdarzało. No, ale tym razem miał powody. Może i był w tragicznym stanie, ale Chris dalej żył. A to oznaczało, że we dwóch mają większe szanse przeżycia... i być może uda mu się też postawić brata na nogi. Bo póki co wyglądał jak wrak.
-Cieszę się, że nic ci nie jest, brat.
Wtedy usłyszał czyjeś kroki, i odruchowo zwrócił się w tamtym kierunku, przyjmując postawę wyuczoną jeszcze w Shaolin. Ruch ten pozwalał zarówno odpowiednio się obronić przed niespodziewanym uderzeniem, jak i szybko sięgnąć po sheng biao (a w jego przypadku - linę z hakiem) i wykonać atak. Dość szybko jednak się połapał, że źródłem kroków i głosu była jakaś młoda dziewczyna, widocznie przed czymś uciekająca. Był w stanie zauważyć, że drżała, nie był pewien tylko, czy było to uwarunkowane strachem, chłodem czy jakimś innym czynnikiem. Nie wspominając o zmęczeniu. Dojrzał też kilka śladów zadrapań i obić. Czyli swoje też przeżyła...
Gdy w końcu się zbliżyła, ciężko dysząc i szepcąc prośby o pomoc, podszedł powoli i z cierpliwym uśmiechem położył dziewczynie dłonie na ramionach i spojrzał na twarz.
-Spokojnie. Oddychaj, daj sobie chwilę. Nigdzie się nam nie spieszy.
A przynajmniej na razie, dodał w duchu.
Wysłuchawszy słów Naomi, Aaron pogładził palcami brodę w zamyśleniu.
-Pewni ludzie, powiadasz... Cóż, na razie nie ma sensu pytać o motyw. Wiesz może czego chcą? I jak są uzbrojeni? Te dwie informacje mogą nam pomóc w wymyśleniu czegoś.
Spojrzał na brata i klepnął go po ramieniu.
-Wstawaj, Chris. Twoja ciężka ręka się może teraz przydać.
 
   Podziel się na:  
Christopher Blackwood 


29 lat



Bokser

Wysłany: 2016-04-14, 15:20   

Christopherowi wcale nie było w tej chwili do śmiechu. Był najebany, mimo, że nie zalany w trupa, to czuł alkohol w swoim organizmie. Było mu źle... A wiecie dlaczego? Ponieważ chyba bardziej upierdalał się myślami, niż tą cholerną whisky, która zamiast złagodzić jego ból ułatwiła wspomnieniom dotarcie do niego. I zaraz, zaraz... Jak to często i gęsto? Wcześniej nie pił tak dużo, może czasami... No dobra, ostatnio zdarzało mu się to coraz częściej... Ech, może faktycznie miał jakiś problem? Podobno pierwszy krok to przyznanie się do tego, że ma się problem. Chyba nie był jeszcze na to gotowy.
Poczuł jego dłoń na swoim karku i spróbował się podnieść, udało mu się to prawdopodobnie z pomocą brata. Spojrzał mu w oczy i na twarzy boksera wymalowało się zdziwienie. Szok. Co on tu robił?
- A... Aaron? - rzucił niedowierzając w jego obecność. Następnie parsknął śmiechem, słysząc jego słowa...
- Ta, pewnie masz rację.. - mruknął, nawet nie masz pojęcia jak szczęśliwy był z jego obecności, świadomość, że jego brat żyje na moment pozwoliła mu zapomnieć o martwej córce, a ten chyba był na tyle mądry, że na razie postanowił o to nie pytać. To dobrze.
Po raz kolejny uniósł papierosa do ust chwiejąc się delikatnie.
- Ja również sięcieszę. Myślałem, że nigdy już... - nie zdążył jednak nawet dokończyć zdania, ponieważ usłyszał, że ktoś się zbliża. Jego brat natychmiast zareagował, on z lekkim opóźnieniem, aczkolwiek również odwrócił się w tamtą stronę i jego dłoń powędrowała do metalowego pręta, który był jego jedynąbronią.
Uniósł brwi, gdy dziewczyna poprosiła ich o pomoc i nieco odpuścił. W tej chwili pożałował, że wcześniej pił alkohol... Mimo, że jej pojawienie się było jak policzek i sprawiło, że zaczął myśleć nieco bardziej... Ekhm... Trzeźwo, to dalej czuł, jak szumi mu w głowie. Był jeden sposób, który powinien trochępomóc.
- Muszę was... na chwilę przeprosić. - Mruknął i oddalił się od nich kawałek, do pierwszych lepszych krzaków. Wsadził sobie do gardła dwa palce, chcąc sprowokować wymioty, co nie było trudnym zadaniem. Nic nie jadł, więc z jego żołądka wydostał się tylko alkohol, co na pewno sprawi, że wytrzeźwieje szybciej, poczuje się lepiej. Wycierając usta rękawem wrócił do brata i Naomi.
Tak kurewsko było mu głupio, że wcześniej pił... No, nie ważne.
- Jeśli są uzbrojeni.. Cóż, będziemy mieli problem. - rzucił wbijając spojrzenie w dziewczynę. Czekał na to, co powie.
_________________
 
   Podziel się na:  
Naomi Charlton 


25



Studentka Politologii

Wysłany: 2016-04-14, 18:11   

Dziewczyna pierw zwróciła uwagę na brodacza. No, w końcu zwrócił się do niej jako pierwszy. Początkowo chciała odtrącić jego rękę i warknąć coś w rodzaju "nie dotykaj mnie!". Ale tym razem opanowała się i stwierdziła, że nie ma co od razu pokazywać swojego okropnego podejścia do facetów. Ale może było to spowodowane tym, że w życiu nie poznała jeszcze jakiegoś normalnego? Może ta dwójka była jakiegoś rodzaju ratunkiem. No nic, Nami się uspokoiła i zwróciła również uwagę na drugiego towarzysza. Od razu rzuciły jej się w oczy jego mięśnie i oczywiście... lekko pijany wyraz twarzy. Cóż, zdziwiła się, gdy ten poszedł na moment na stronę. Kurwa! Gonią ją, a on idzie się wysikać czy cokolwiek innego?
Naomi nigdy nie przeklinała, jednak ta sytuacja tego wymagała, tak więc ze swoim głęboko brytyjskim akcentem wycedziła do nich:
- Pierdolce z innego obozu. Mają broń. - powiedziała, mimo iż wiedziała jak to dziwacznie brzmi, widząc dwójkę biedaków na środku ulicy. Może gdzieś tam w głębi była przekonana, że wszyscy wokoło są tak samo uzbrojeni jak jej oprawcy, jednak... to mało prawdopodobne, prawda? W takim razie sytuacja nie wyglądała zbyt wesoło. Trochę czuła się winna, że zapewne narazi również nowo poznanych mężczyzn, którzy nawet jej się nie przedstawili. Ale może to i lepiej? Mniej się do nich przywiąże i gdy nadejdą kłopoty... Nie chciała o tym myśleć. Musiała opracować plan.
- Mają samochód, zapewne szukają mnie niedaleko obozu. Cholera... Nie wiem gdzie konkretnie jestem. - skrzywiła się i zaczęła rozglądać. Ciężko było jej określić w którą stronę biegła, skoro minęła kilka ulic, kilka skróciła... Po prostu chciała się znaleźć jak najdalej od wcześniejszego miejsca swojego pobytu, nic więcej. Nie mogła stwierdzić gdzie teraz jej szukają. Mogli tutaj być w każdej chwili. A wiedziała, że nie odpuszczą...
- Zejdźmy z widoku, najlepiej będzie się gdzieś schować. Macie broń? - Popatrzyła pierw na jednego mężczyznę a potem na drugiego. No cóż. Ona nie miała.
_________________
A man’s got to do what a man’s got to do.

A woman must do what he can’t.

 
   Podziel się na:  
Aaron Blackwood 
Leniwa Buła


29



Elektryk/trener

Wysłany: 2016-04-16, 02:48   

Aaron podniósł lekko brwi, widząc reakcję dziewczyny na jego ruch. Wiedział z doświadczenia jako trener, że położenie rąk na ramionach i podpowiedź uspokajającym tonem potrafiła zdziałać cuda dla ludzi będących w stresie. Tutaj jednak to było coś innego. Dziewczyna zdawała się go obawiać, może nawet całkowicie chciała uniknąć tego gestu. Było to w sumie zastanawiające, dlaczego tak było... spotkali się pierwszy raz, a ta od razu zdawała się być uprzedzona. Brodacz cofnął ręce, dając Naomi trochę przestrzeni. Skoro tak wolała, kim był by się sprzeczać?
W tym czasie Chris wstał i po przeproszeniu poszedł gdzieś na bok. I Aaron domyślał się, w jakim celu. Cokolwiek się stało że tak się nawalił, obecna sytuacja chyba w końcu do niego dotarła i chciał w jakiś sposób pozbyć się tego całego alkoholu z żołądka. Przynajmniej w przeszłości tak mu się zdarzało robić, gdy musiał w miarę szybko zacząć choć troszeczkę trzeźwiej myśleć. Ale to było jeszcze zanim zaczął karierę... Rany, kiedy to się wszystko wydarzyło?
-Wybacz mu. Chris musiał przejść jakiś szok... - zwrócił się w kierunku młodej kobiety i podrapał się po grzbiecie nosa. - A, właśnie. Zapomniałem. Jestem Aaron Blackwood, a ten gość to mój brat, Chris. Były zawodowy bokser.
Gdy Chris znów do nich dołączył i Naomi powiedziała, kto ją goni, Aaron skrzywił się lekko. Mają broń... niedobrze. Była ich tylko trójka, a nawet pomimo umiejętności bojowych bliźniaków nie będą w stanie pokonać uzbrojonej grupy. Trzeba będzie do tego podejść znacznie bardziej taktycznie.
-W takim razie musimy zejść z widoku, najlepiej ukryć się w jakimś budynku w pobliżu. Nawet jeśli będą dalej szukać, będziemy mieli przewagę terenu, możliwości zasadzek i element zaskoczenia po swojej stronie.
Na ostatnie pytanie westchnął tylko lekko.
-Do niedawna miałem swój miecz ninjato, ale złamał się ze dwa tygodnie temu. Teraz mam tylko swoją linę z hakiem, ale uczyłem się jak jej używać ofensywnie. I głównie dzięki niej dalej jestem przy życiu. Chris, masz jakieś uzbrojenie? Cokolwiek?
I jeśli w końcu ustalą, że muszą się ukryć, stara się osłaniać odwrót i obserwować okolicę, by zarówno wypatrywać oponentów, jak i odnaleźć dobrą kryjówkę. A jeśli wymyślą coś innego... cóż, postara się zareagować odpowiednio do sytuacji, wciąż jednak próbując przegłosować ukrycie się.
 
   Podziel się na:  
Christopher Blackwood 


29 lat



Bokser

Wysłany: 2016-04-17, 13:20   

Hej, hej, hej! To nie było 'wysikać się, czy cokolwiek innego'... Uwierz mi, że Chris będzie o wiele bardziej przydatny, gdy alkohol przestanie na niego działać, a takie zrzyganie się na pewno przyspieszy proces trzeźwienia! No, ale nie ważne... Ważne, że samo jej pojawienie się zadziałało na niego jak pewnego rodzaju policzek, gdy usłyszał, że ją gonią natychmiast podniosła mu się adrenalina... Co prawda ktoś inny mógłby to olać i powiedzieć, by radziła sobie sama, ale Blackwood chyba nie byłby sobą, gdyby zostawił bezbronną kobietę na pastwę losu.
- Mają broń? Kiepsko... - mruknął raczej sam do siebie, niż do niej. Rozejrzał się po okolicy zastanawiając się nad dalszym planem działania. Co mogli zrobić? Mimo tego, że zarówno Aaron jak i Chris byli groźnymi przeciwnikami jeśli chodzi o walkęwręcz, to pięści raczej na niewiele się zdadzą przeciwko broni palnej.
- To prawda, najlepiej będzie ich przeczekać, jeśli chcemy ich pozabijać to musimy rozegrać to na naszych warunkach, na pewno nie na otwartej przestrzeni, gdzie będą mogli wystrzelać nas jak kaczki. - zgodził się ze swoim bratem, oraz z nowo poznaną kobietą.
- Ta, całe moje uzbrojenie to metalowy pręt. Dlatego powiem szczerze, że dobrze byłoby ich zabić i zabrać im broń. - tak, to chyba byłoby najlepsze wyjście, broń na pewno im się przyda.
- Dobra, nie ma sensu marnować czasu. Ruszajmy.
_________________
 
   Podziel się na:  
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  




wxv.pl - załóż forum dyskusyjne za darmo





Za grafikę na forum odpowiedzialna jest Lou. Kodowanie Lex i Kelly.
Oficjalne otwarcie: 19.02.2016r.