Image Map
A zombie is coming! Strona Główna




Poprzedni temat «» Następny temat
Sklep z elektroniką
Autor Wiadomość
Kelly McCarthy 
Psycho.


21 lat



Rana postrzałowa (opatrzona)

Kelnerka

Wysłany: 2016-02-26, 12:42   Sklep z elektroniką

Szukasz walkie-talkie? A może jakiegoś tabletu czy telefonu? Nie będą one za bardzo przydatne, ale ich części może na coś się przydadzą?
_________________




You can't kill them all. They're already dead.


 
   Podziel się na:  
Vaxen van Qualn'ryne 
Vaxen de Coudray


38



Trener personalny

Wysłany: 2016-03-15, 19:52   

Minęło już tyle czasu... Ponad miesiąc. "Trzydzieści osiem dni..." policzył dokładnie Vaxen. Do tej pory starał się zaznaczać każdy nowy poranek na kiju. Drobne, płytkie rowki na drewnie co cztery przekreślał piątą kreską. Co piąty wschód słońca. Stąd wiedział, ile dokładnie minęło. Ale jaki był miesiąc? Dzień tygodnia? Tego już nie liczył. Nie miał nawet zegarka, a smartfona nie zabrał z domu. Zresztą - i tak by mu się na nic nie przydał.

Vaxen od początku apokalipsy nie spędził ani jednej, spokojnej nocy. Spał po kilkanaście, czasem kilkadziesiąt minut kilka razy na dobę. Szukał kryjówek na wysokościach - rozłożyste drzewo, dach opuszczonego budynku, szczyt porzuconej furgonetki... A co dziwniejsze nadal nie natrafił na żadnego żywego trupa. Albo nie istniały, albo van Qualn'ryne miał nadzwyczaj dobry instynkt samozachowawczy. "Nie, one na pewno istnieją..." poprawił samego siebie przyklejony do ściany budynku niewielkiego sklepu. W okolicy nie słyszał żadnych rozmów, oddechów ani nawet szmerów. Nawet ptaki dawno opuściły to zatęchłe miasteczko...

Jego celem był teraz sklep z elektroniką. Co prawda minął już ponad miesiąc i wszystko, co do tej pory mijał było splądrowane, jednak liczył, że natrafi na działające radio. Sam z elektroniką był za pan brat, ale na pewno nie naprawi własnoręcznie żadnego urządzenia do radiokomunikacji. A jeśli znajdzie jakiś sprawny odbiornik to może nawet wychwyci jakąkolwiek stację, gdzie ktoś da nadzieję ocalałym. Może ktoś jeszcze żyje. Co prawda przez te trzydzieści osiem dni Vaxen nie spotkał żadnej, żywej czy martwej, duszy... Ale, jeśli tylko epidemia faktycznie powaliła cały świat na łopatki, musiał gdzieś ktoś jeszcze przeżyć.

Wyjrzał zza rogu. Nie dostrzegł nic zwracającego uwagę, więc z kijem w ręku i plecakiem na ramieniu (podobnie jak duszą...) ruszył ku centrum elektroniki. Sklepik był dosyć mały, również rozbebeszony i do cna ograbiony. Vaxen powoli tracił nadzieję zbliżając się pomiędzy opuszczonymi samochodami do wybitej witryny. Wciąż jednak uważnie obserwował, czy przypadkiem ktoś nie będzie czyhać na jego życie. Zdawał sobie sprawę, że w obecnej sytuacji nie tylko szwędacze są jego wrogiem. Podobnie może się mieć sprawa z każdym człowiekiem, każdą spotkaną osobą. Co prawda marne zapasy jedzenia i wody nie wydawały mu się atrakcyjne dla potencjalnego grabieżcy, niemniej brał pod uwagę, że i o to ktoś mógłby się pokusić. Zaglądał również do każdego samochodu. Czego szukał? W pierwszej kolejności zagrożenia. W drugiej: leków, apteczek samochodowych, broni, jedzenia, wody, noża. Wszystkiego, co mogłoby się tylko przydać. Zwłaszcza nóż. Swój poprzedni zniszczył, co nie napawało dodatkowym optymizmem.
 
   Podziel się na:  
Mistrz Gry 


xxx

Wysłany: 2016-03-16, 13:00   

Sklep o dziwo zachował wygląd sprzed czasów apokalipsy. Okna były całe, niektóre pozabijane deskami, zupełnie jakby ktoś chciał sobie tutaj urządzić schronienie, jednak drzwi były otwarte, a wzdłuż podłogi i chodnika ciągnęła się smuga krwi. Większość sprzętów było porozwalane po podłodze. Może ktoś próbował zadzwonić i każdy niedziałający telefon rzucał ze złością na posadzkę?
Tylko tyle można było zobaczyć przez otwarte drzwi.

W samochodach nie było nic użytecznego. W kilku z nich ktoś powybijał szyby, a kable spod kierownicy wisiały luźno. Odpalanie samochodu bez kluczyka okazało się być chyba zbyt trudnym zadaniem.

Wejdziesz do środka sklepu?
 
   Podziel się na:  
Kelly McCarthy 
Psycho.


21 lat



Rana postrzałowa (opatrzona)

Kelnerka

Wysłany: 2016-03-16, 14:16   

Żmudna wędrówka piechotą, kolejny zachód słońca i kolejne kilometry do przebycia. Nie pamiętała już kiedy ostatnio jadła, kiedy ostatnio piła albo chociaż się wyspała. Miała po dziurki w nosie tej pieprzonej apokalipsy i wszystkiego co z nią związane.
Smród, zgnilizna i ubóstwo.
Tak można było skwitować cały świat i wszystkich ludzi.
Tych nie-ludzi też. Ich szczególnie.
Rudowłose dziewczę tułało się tak już któryś dzień z kolei, już nawet ich nie liczyła, straciła wiarę w "lepsze jutro", które przecież nigdy nie nadejdzie. Straciła wiarę w ludzi, którzy od zawsze byli samolubnymi śmieciami, od zawsze martwili się tylko o swoje własne cztery litery, ale kiedy na światło dzienne wyjrzała zaraza... Oni okazali się być jeszcze bardziej bezduszni.
Przechodzili sami siebie!
Zamiast sobie pomagać, niszczyli. Zamiast się wspierać, odwracali się plecami. Zamiast dzielić (być może) ostatni dzień swojego życia z kimś, komu można było podarować swoją historię, aby ta przeżyła dłużej od nas - oni woleli gwałcić, spijać się do nieprzytomności i walczyć o każdy ochłap żarcia.
Nie różnili się wcale od sztywnych. Nawet zapach był ten sam...

McCarthy westchnęła głucho, kiedy jej oczom ukazał się w końcu jakiś budynek. Jeżeli będzie musiała, zabezpieczy go i może uda jej się spędzić tu noc. Był późny wieczór*, musiała coś szybko znaleźć. Błądzenie w ciemnościach było niebezpieczne. Zombie dało się usłyszeć, ale skradających się kolejnych psycholi już nie.

Dziewczę ruszyło w stronę budynku, kuśtykając. Ostatnie wydarzenia nie oszczędziły ani jej buźki, ani jej ciała. Miałaby więc problem w razie ucieczki. Można by ją śmiało pomylić z jednym z zombie. Zakrwawiona twarz, dziwny chód i spowolnione ruchy połączone z cichymi pomrukiwaniami. Miała tylko nadzieję, że nie pójdzie na odstrzał przez pomyłkę. Przykucnęła obok drzwi, które prowadziły na tyły sklepu.
Musiała się upewnić, że nikt, ani nic nie było tutaj przed nią i nie wpadło na ten sam plan.



// *ustalam miejsce akcji na późny wieczór. Jestem MG i mogę. :szatan:
_________________




You can't kill them all. They're already dead.


 
   Podziel się na:  
Vaxen van Qualn'ryne 
Vaxen de Coudray


38



Trener personalny

Wysłany: 2016-03-16, 14:44   

Budynek okazał się być w całkiem dobrym stanie. Okna pozabijane deskami, co niektóre okna stały w całości, nawet same drzwi, obecnie otwarte, chyba działały. W samochodach nie znalazł nic ciekawego. Jedynym interesującym faktem było, że ktoś próbował je odpalić bez kluczyków. "Ale się nie udało. Mi tym bardziej się nie powiedzie". Vaxen stanął przed głównym wejściem zerknając wgłąb półmroku sklepu. Po podłodze walały się urządzenia różnego typu. Ktoś już tu był.

Vaxen nie zamierzał ryzykować. W środku mógł już ktoś siedzieć, a jeśli nie "ktoś", to "coś". Mężczyzna postanowił wywabić wszelkie zagrożenie na zewnątrz. Łatwiej walczyć w świetle, nawet zachodzącego słońca, na otwartej przestrzeni, niż w ciemności zamkniętego pomieszczenia pośród zdradliwych ścian. Plan urodził się w jego głowie, gdy zbliżał się jeszcze do sklepu.

Do tej pory często się wspinał. Noce spędzał na wysokościach. Postanowił wejść na dach budynku, żeby zrobić na dole hałas. Cokolwiek, żywego lub martwego, mogło tam być - wywabi to. Na bocznej ścianie znalazł rynnę. Po silniejszym szarpnięciu zdawała się stabilna, a ślady na cegłach i tynku świadczyły, że nie on pierwszy wpadł na podobny pomysł. Jeszcze wziął z ziemi kawałek gruzu, wrzucił go do kieszeni, kij wsadził w plecak (broń oczywiście wystawała z niego) i zaczął się wspinać. Był silny, niezbyt ciężki, a jego droga na górę wystarczająco wytrzymała, by nie zerwała się.

Gdy tylko znalazł się na spadzistych dachówkach położył się na nich i wycelował kamieniem w jedno z okolicznych aut. Rzut nie był trudny, pojazdy stały wszędzie w około i nie były daleko. Celne trafienie wybiło jedną z szyb pobliskiego pickupa i wywołało spory trzask. Wystarczający hałas. Jeśli ktokolwiek żywy znajdował się pomiędzy elektroniką wnętrza sklepu - musiał się zainteresować. Jeśli jednak wewnątrz był jakiś szwędacz... Wyjdzie kierując się do źródła dźwięku. A tak przynajmniej założył Vax. Normalnie czułby strach. Nie widział dotąd żadnego żywego trupa ani żadnej zdrowej osoby. Nie potrafił jednak się lękać. Cokolwiek będzie on sobie poradzi.

"Jeśli nikt nie wyjdzie przez parę minut, wchodzę. W przeciwnym wypadku obserwuję i się kryję. Nie potrzebna mi żadna konfrontacja."

 
   Podziel się na:  
Mistrz Gry 


xxx

Wysłany: 2016-03-16, 18:43   

Brzdęk tłuczonego szkła odbił się echem. Było cicho, może nawet zbyt cicho.
Okolica wydawała się być pusta.


/zostawiam wątek. Wtrącę się kiedy uznam to za stosowne lub kiedy będziecie przeszukiwać sklep.
 
   Podziel się na:  
Kelly McCarthy 
Psycho.


21 lat



Rana postrzałowa (opatrzona)

Kelnerka

Wysłany: 2016-03-17, 12:42   

Trzask rozbijanej szyby odbił się echem po pustej okolicy. Nie była tutaj sama. Ktoś, bo raczej nie coś postanowiło ściągnąć tutaj zombie?
Skoro tak to musiał być głupcem, który do reszty postradał zmysły. A może próba wyciągnięcia ich z pomieszczenia? O ile w ogóle tam byli... Jej oddech przyspieszył. Przycisneła swoją jedyną broń, jaką był nóż do piersi, zaciskanąc palce na rękojeści tak mocno, że knykcie jej palów pobielały. Kolorem przypominały mąkę. Miała już po dziurki w nosie kłopotów. Ciągle musiała z kimś albo czymś walczyć. Ciągle musiała martwić się o własne życie.

Przed apokalipsą była twarda - tak jej się przynajmniej wydawało.
Jednak ta myśl prysnęła bardzo szybko, kiedy po raz pierwszy musiała stawić czoła zombie. Bo to oni byli teraz zakałą świata. Nie te dupki z ciemnych uliczek, które pogwizdywały za nią.
Nie jej ojciec. Nie ona. Nikt inny.
Zombie.

Z duszą na ramieniu wstała spod ściany. Jeżeli będzie musiała kogoś zabić, zrobi to. Nie mrugnie nawet okiem. Im więcej zgonów, tym bardziej stawała się wypruta z jakichkolwiek emocji. Im więcej zgonów, tym więcej jej wyobrażeń o lepszym jutrze zostawało wepchnięte w najczarniejszy zakamarek jej duszy.

Odpaliła zapalniczkę, którą miałą w kieszeni spodni od wojskowego munduru. W pomieszczeniu było ciemno, tak ciemno, że widziała tylko to co było na wyciągnięcie jej dłoni. Nie pomyślała o tym, że może zrobić pochodnię. Nie było teraz na to czasu. Nie było też czasu na to, żeby zastanawiać się co będzie dalej.

Mogła gdybać, ale to nie czas na przemyślenia, a na działanie. Rozejrzała się po pomieszczeniu, które zdawało się być puste. Nie było tutaj ładu i porządku. Niemal wszystko było powywracane, większość sprzętów, które przed apokalipsą kosztowały trzy wypłaty przeciętnego amerykanina były zniszczone. Jakby ktoś zrobił to celowo.

Chwyciła w dłoń jeden z telefonów i wyrzuciła go przez otwarte drzwi, trafiając w ten sam samochód, w który ktoś wymierzył prawdopodobnie kamieniem.
Chcesz się bawić w kotka i myszkę?
Proszę bardzo.
_________________




You can't kill them all. They're already dead.


 
   Podziel się na:  
Connor Cardfall 
I'm not dead!


Około 25



Prace dorywcze

Wysłany: 2016-03-17, 13:28   

Jego podróż trwała długo. Zbyt długo. Rzadko kiedy zatrzymywał się kiedyś na dłużej niż godzinę. Na szczęście konwenty i wyjazdu nauczyły go wykorzystywać te szczątkowe ilości czasu na sen.
Musiał to zmienić. Nie był przecież żadnym Randallem Waynem ani Chuckiem Greenem, w pojedynkę nie zabije przecież całej hordy. Musiał znaleźć towarzyszy.
Problemem było jednak to, że najbliższy budynek jaki widział, to chyba sklep, pokazujący się w oddali. Cóż, i tak nie miał innych planów, a zakupy zawsze warto zrobić.
Aktualnie szedł drogą, przy samochodach. Myślał, że gdy będzie w gąszczu wraków, ma większe szanse na to, że nikt go nie zauważy. Nie wziął tylko jednego pod uwagę. Otóż zapomniał, że pod wrakami jest jeszcze miejsce na kryjówkę.
I właśnie z tego otóż miejsca w pewnym momencie jakaś zgniła łapa chciała złapać Connora za kostkę
- Kurwa! - wymknęło się mu z ust, dość głośno
Na szczęście instynkt samozachowawczy zadziałał i chłopak w ostatnim momencie podniósł gwałtownie nogę. Po czym równie gwałtownie twardy bucior mężczyzny spadł na truposza, miażdżąc kruche kości umarlaka.
Cardfall odskoczył w tył, gotując się do walki. Wydawało mu się to śmieszne, ale od początku apokalipsy wciąż nie mógł zdecydować się, jak ma walczyć kijem - jak włócznią, czy bokkenem.
Wybór padł jednak na opcję drugą.
Czekał.
Czekał.
Czekał.
A był to człowiek nie grzeszący cierpliwością.
Gdy zgnilec wreszcie postanowił wyczołgać się i jako-tako wstać, Connor wyprowadził dwa ataki - pierwszy był cięciem z lewego ukosa w dół, choć dziwnie nazywać atak cięciem, używając zwykłego kija od szczotki, po czym wycelował czubkiem w usta przeciwnika i z całej siły wbił broń jego łeb.
Teraz martwy był... cóż, całkowicie martwy. Chłopak wziął głęboki oddech i ruszył w kierunku sklepu. Dopiero teraz jednak zauważył jedną rzecz, a dokładniej to, że gdy walczył, wokół reszta umarłych również postanowiła rozprostować kości
- No to już jest przesada! - zdenerwował się Connor
A jednocześnie trochę przestraszył.
Delikatnie spanikował, chaotycznie rozglądając się. 2, 3, 5... Piątka. Nie warto ryzykować.
- Zobaczmy więc, braciszku, czegoś to mnie nauczył... - pomyślał, i wbiegł na najbliższy samochód.
Krótki rozbieg i skok. Znalazł się na kolejnym aucie.
- Błagam, niech alarmy w tych autach będą rozwalone, błagam... - prosił w myślach, oddalając się od niebezpieczeństwa
 
   Podziel się na:  
Mistrz Gry 


xxx

Wysłany: 2016-03-17, 13:36   

Connor z łatwością rozwalił jednego nieumarłego, jednak jak poradzi sobie z resztą? Pewnie nie tak łatwo. W pojedynkę nic nie przychodziło łatwo.
Skok na dach samochodu poskutkował włączeniem się alarmu. Był to dopiero miesiąc po apokalipsie.

Alarm zawył głośno, a zombie zacharczały. Ruszyły w stronę hałasu z wyciągniętymi łapskami.

// Kolejka Vaxen>Kelly>Connor>Mg
Wtrącę się w kolejkę, jeżeli uznam za konieczne.
Pamiętajcie, aby nie być sobie sami sądem. Nie piszcie, że walka zakończyła się powodzeniem. O tym decyduję ja.
 
   Podziel się na:  
Vaxen van Qualn'ryne 
Vaxen de Coudray


38



Trener personalny

Wysłany: 2016-03-17, 19:55   

Czekał przyklejony do zimnych dachówek. Dawno chyba nie padało, wszystko wokół bowiem było zupełnie suche. Roślinność również przeżywała apokalipsę... Huk tłuczonego szkła początkowo nie zwrócił niczyjej uwagi. Żaden truposz nie wyczłapał z półmroku wnętrza sklepu z elektroniką. Vaxen już chciał się zdecydować na zejście, gdy nagle ze środka, niczym pocisk, wyleciał kawałek jakiegoś urządzenia i pieprznął w ten sam samochód, w który mężczyzna trafił gruzem. To, co okazało się chwilę później zniszczonym smartfonem, rozbiło się w drobny mak.

Do tej pory Vax nie pomyślał, że niespodziewanie mógł włączyć alarm. Może akumulator jeszcze działał? Najwyraźniej jednak ten pickup nie miał centralnego. Szczęśliwie! Gdyby bowiem sygnał ostrzegawczy zaczął wyć do tego miejsca zeszłyby się chyba wszystkie trupy z miasteczka! Vax jednak wciąż o tym nie pomyślał, nie wziął pod uwagę alarmu samochodowego jako potencjalnego czynnika zagrożenia.

Jego głowę obecnie zaprzątało co innego. Wnętrze sklepiku, a raczej osoba, która tam była. Bo najwyraźniej była. "Ktoś lubi gierki?" zastanowił się brunet szykując się do podniesienia. Wtem jednak usłyszał czyjś przeciągły krzyk wkurwienia. Zerknął w tamtym kierunku ponownie przyklejając się do spadzistego dachu i mając nadzieję, że wciąż pozostanie niewidoczny dla nowego "znajomego". Blondwłosa postać najwyraźniej walczyła z czymś, co wydawało się człekokształtne. Vax zmrużył oczy, by więcej widzieć. Mężczyzna z kijem. Jego przeciwnikiem był... Ktoś odwrócony plecami. Ale biorąc pod uwagę realia Vaxen nie musiał się zastanawiać. Pierwszy zombie, którego zobaczył, choć z daleka. "No to już wiem, że istnieją...". Nim się obejrzał facet walczący na drodze uporał się z jednym wrogiem, jednak kolejna piątka szwędaczy wzięła się znikąd, gdy jego buty skaczące po samochodach uruchomiły... Ten nieszczęsny alarm!

Blondyn kierował się w stronę, gdzie leżał ukryty były trener. W stronę, gdzie stał sklep z elektroniką. I wszystko byłoby spoko, gdyby nie to, że ciągnął za sobą piątkę trupów! Był przerażające, ich twarze całe zaplamione skrzepłą krwią, niekoniecznie swoją, wyglądały jak groteskowe ikony ze średniowiecza. Przeróżne dziwne rany, białe ślepia, kły na wierzchu i charakterystyczny, gardłowy pomruk. Maszerowały niestrudzenie, choć niezbyt szybko, lawirując pomiędzy pojazdami, ciągle "wpatrując się" w tego, który skakał po autach. Miały swój upatrzony cel.

Vaxen nie obawiał się. Nie tylko dlatego, że nie potrafił odczuwać strachu. Nawet jeśli by mógł, to po prostu wiedział, że ma bezpieczną pozycję. Jest niezauważony ani przez nieznajomego, ani przez trupy. Jedyną rozumną istotą w pobliżu mogącą zdawać sobie sprawę z jego obecności był ten osobnik, który siedział w sklepie. A lada moment marny będzie los zarówno jego, jak i tego gościa przeskakującego z dachu na dach samochodów.

Sytuacja jednak drastycznie uległa zmianie. Zza rogu sklepiku wylazł kolejny martwiak wyciągając swoje umazane posoką łapska w stronę hałasów. Ten blondyn doskonale wiedział, jak zwrócić na siebie uwagę i co zrobić, żeby tłumy za nim szalały. W tym wypadku tłumy zombie... Nowy imprezowicz definitywnie odcinał drogę nieznajomemu gonionemu przez piątkę innych imprezowiczów. "Cholera, będę tego żałował, nie...?" pomyślał Vax decydując się pomóc tamtemu.

W mig zeskoczył na ziemię. Nie było wysoko, on był rozciągnięty. Nie obawiał się żadnych kontuzji. Wylądował kilka kroków za tym nowym zombie.
Ej! Zgonie! Zdechlaku! Tu jestem! — rzucił niezbyt głośno V zwracając uwagę trupa na siebie. Ten jeden, osamotniony, odwrócił się charcząc i warcząc. Był bardzo blisko, Vaxen mógł się przyjrzeć pustce w jego oczach i odciętemu językowi.

Nie było paraliżu. Nie było obawy. Nie było strachu. Nie było zawahania. Lata treningów, doświadczenie i wiele osiągnięć sportowych... To wszystko dla tej jednej chwili. Chwili przetrącania karku nieumarłemu! Vaxen ułamek sekundy wycelował kijem, który już leżał pewnie w jego ręce i wykonał szeroki zamach znad pasa przed siebie. Dokładnie tak, jak w baseballu. Tylko piłką była głowa zombie i poruszała się znacznie wolniej.

Plan? Jaki plan?! Jedynym celem było odwrócenie uwagi trupa, umożliwienie ucieczki temu nieznajomemu i próba dogadania się zarówno z nim, jak i osobą wewnątrz sklepu. Na razie będą na siebie skazani, trzeba się ukryć wewnątrz. "Mam nadzieję, że to wystarczy, by go załatwić, a szyby i drzwi wytrzymają piątkę nacierających..." pomyślał mężczyzna obserwując niemal beznamiętnie swój kij pokonujący kolejne cale w celu spotkania się z głową oponenta.
 
   Podziel się na:  
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  




wxv.pl - załóż forum dyskusyjne za darmo





Za grafikę na forum odpowiedzialna jest Lou. Kodowanie Lex i Kelly.
Oficjalne otwarcie: 19.02.2016r.