Image Map
A zombie is coming! Strona Główna



Poprzedni temat «» Następny temat
Kościół
Autor Wiadomość
Kelly McCarthy 
Psycho.


21 lat



Rana postrzałowa (opatrzona)

Kelnerka

Wysłany: 2016-03-07, 10:43   Kościół

Mały kościół, za którym znajduje się niewielki cmentarz.
_________________




You can't kill them all. They're already dead.


 
   Podziel się na:  
Jeremiah O'Brady 
raise me up


32 lata



Przestrzelona stopa

ksiądz

Wysłany: 2016-03-07, 14:19   

Przeżegnał się, podniósł z kolan i otrzepał lekko spodnie, ot bardziej z przyzwyczajenia niż jakiegokolwiek innego powodu. Jak na koniec świata, w kościele nadal było całkiem czysto. Pewnie dlatego, że Jeremiah nie miał wiele innych rzeczy do roboty. W ciągu ostatniego miesiąca zdołał wyrobić sobie pewien rodzaj rutyny: wstawał rano, odprawiał mszę jak zwykle, chociaż rzadko kiedy w okolicy był ktokolwiek, kto by jej słuchał, później wychodził na zewnątrz, przeczesując okolicę, wracał, sprzątał i czytał aż słońce nie schowało się całkiem za horyzontem. I tak każdego kolejnego dnia, chyba, że akurat wypadała niedziela - odznaczał sobie kolejne mijające dni na kalendarzu, by nie zapomnieć o żadnej.
Było wcześnie, a on skończył przed chwilą błogosławić nieistniejących wiernych. Zebrał rzeczy i przyklęknął na chwilę przed wyjściem, by zmówić krótką modlitwę, a teraz wreszcie mógł wyruszyć na swój codzienny obchód.
Podniósł z ławki odłożoną tam pustą torbę, założył ją sobie na ramię, poprawił marynarkę, założył na głowę czarny kapelusz z rondem i zabrawszy czekający już nań szpadel, ruszył do wyjścia.
Przydałby mu się jakiś zapas jedzenia... Tak, najwyższy czas nad tym pomyśleć.
_________________

Exorcizo te
omnis spiritus immunde
in nomine Dei
 
   Podziel się na:  
Helena Zuniga 
papierosowa wiedźma


28



złota rączka, obsługa na stacji benzynowej

Wysłany: 2016-03-07, 16:27   

Smród, błoto i brudne, deszczowe kałuży. Swąd palących się ciał unosi się w powietrzu, miesza z zapachem zbliżającej się burzy i smakiem metalicznej krwi. Ludzie nie mają czasu na pogrzeby, starając jak najszybciej pozbyć się nawet najmniejszego zagrożenia. To również im się nie udaje, ponieważ co jakiś czas można napotkać kogoś z wyprutymi flakami wywróconymi na drugą stronę, radośnie poszukującym pożywienia.
Jestem w ruchu od kilku godzin, przerywając jedynie na kilka łyków deszczówki. Wolę korzystać z okazji i oszczędzać napoje na gorszą chwilę, zanim uda mi się znaleźć nie splądrowane do tej pory miejsce. Sen ciśnie się na oczy, ból w mięśniach piecze i daje o sobie znać. W takich chwilach gratuluję sama sobie, że jednak nie opierdalałam się przez te wszystkie marne lata swojego życia i starałam utrzymać w jako-takiej dobrej kondycji. Jestem brudna, bandaże na rękach poplamione są krwią, a koszulkę mam przepoconą – mimo niezbyt korzystnej pogody. Może to i lepiej. Łatwiej się poruszać w ten sposób, a smród gnijących ciał jest bardziej znośny, gdy słońce nie przygrzewa w nie zbyt mocno. Jakiś czas temu zauważyłam budynek kościoła. Zbliżam się w jego stronę, nie będąc pewna, co znajdę w środku. Hordę zamkniętych trupów, którzy próbowali schronić się w objęciach Boga przed śmiercią? A może chłodną, przyjemną posadzkę, pustkę, ciemność i okazję, to odpoczynku. Wzdycham cicho, któryś raz z rzędu obstawiając, jaka czeka na mnie niespodzianka.
Ostatecznie decyduję się wejść do środka. W końcu nie mam zbyt wielu innych możliwości. Opieram się plecami o zamknięte drzwi, przymykam powieki, otwieram je, biorę głęboki oddech. Nasłuchuję. Nie docierają do mnie jednak żadne krzyki, płacze, ani charakterystyczne charczenie. Wyjmuję broń zza pleców. Jasne, nie mam amunicji. Jednak potencjalny przeciwnik o tym nie wie i można go nastraszyć. A trup? Trupa wystarczy zdzielić w łeb i ewentualnie spierdalać.
Kolejny głęboki oddech. Szybki ruch nogą, kopniak w drzwi, obracam się przodem do nich. Stoję na wejściu do kościoła, zgięta i przygotowana do odskoku, biegu, z bronią wycelowaną przed siebie. Na drugim końcu metalowej rury dubeltówki stoi mężczyzna. Żywy. Nie ruszam się, nie odzywam. Mrużę oczy i przyglądam się uważnie nieznajomemu, gotowa do walki w każdej chwili. Nigdy specjalnie nie byłam ufna. Jednak w obecnych czasach trzeba było być przygotowanym, że każdy człowiek to twój potencjalny morderca. I ofiara.
_________________

ch-ch-ch-ch-chop it up and put it in your pot
 
   Podziel się na:  
Jeremiah O'Brady 
raise me up


32 lata



Przestrzelona stopa

ksiądz

Wysłany: 2016-03-07, 16:52   

Maszerował spokojnie w kierunku drzwi, kiedy nagle do jego uszu dobiegł jakiś mocno podejrzany dźwięk. Szelest, może skrzypnięcie starego drewna powstrzymującego dotąd zmarłych przed wtargnięciem do kaplicy..? Nie był w stu procentach pewien, ale zmarszczył lekko brwi, zatrzymując się wpół kroku. Jeśli to kolejny z tych nieszczęśników, którzy nawet po śmierci nie mogą zaznać spokoju, to należało się z nim rozprawić zanim ściągnie więcej sobie podobnych w okolice kościoła.
Poprawił uchwyt na dość niedbale dotąd trzymanym szpadlu i już chciał ruszyć przed siebie, gdy drzwi otworzyły się nagle, a tuż przed nim wylądowała brudna jak święta ziemia dziewczyna, na dodatek w najlepsze celująca w klechę z dubeltówki.
W pierwszej chwili zareagował jedynie zdumieniem. Dobrą sekundę stał w bezruchu, wpatrując się w nią bezmyślnie, ale kiedy pierwszy szok minął, opuścił swą jakże straszliwą broń momentalnie, przechylił głowę nieco na bok i... uśmiechnął się. Tak po prostu, po ludzku. Rzadko widywało się podobne dziwactwa ostatnimi czasy - jakoś nikomu nie było najwidoczniej do śmiechu.
Ale on? On znalazł powód, by być radosny. Pan przysłał mu kolejne stworzenie, całkiem żywe na dodatek. Czym się tu martwić w takiej sytuacji?
Oparł szpadel o posadzkę z cichym brzdękiem.
- Wybacz, myślałem, że to kolejny z... tamtych. - odezwał się trochę przepraszającym tonem, choć uśmiechać się przy tym wcale nie przestał. Zawahał się jedynie na moment, gdy przyszło do nazwania martwych - nie potrafił się przemóc do mówienia o nich w taki sposób, niezależnie od tego ile czasu minęło.
- Nazywam się Jeremiah O'Brady i jestem księdzem tutejszej parafii. - przedstawił się grzecznie, opierając lekko na swojej łopacie, jakby prowadzili właśnie miłą pogadankę nad grządką ogórków.
_________________

Exorcizo te
omnis spiritus immunde
in nomine Dei
 
   Podziel się na:  
Helena Zuniga 
papierosowa wiedźma


28



złota rączka, obsługa na stacji benzynowej

Wysłany: 2016-03-07, 17:12   

Co do chuja? Stoi, gada i się uśmiecha. Patrzę na gościa jak na ostatniego idiotę. Kto wie, może nim właśnie jest? Biorąc pod uwagę obecną sytuację na świecie - jest to bardziej, niż prawdopodobne. Unoszę wysoko brwi i krzywię drobne usta, nie mogąc się nadziwić. O kurwa. Jeszcze klecha jej się trafił. Lepiej być nie mogło. Dalej celuję w niego bronią. A co, jak gość chce mnie w chuja zrobić?
- Patti Smith, miło mi - mówię swobodnym tonem, idąc śladem swojego nowego towarzysza. Nieciekawa pogoda dzisiaj, nieprawdaż? Szkoda, że nie wzięłam ze sobą parasolki. Przez chwilę myślałam, czy odpowiedzieć na jego przedstawienie się. Stwierdzam, że chyba nie ma to specjalnie większego znaczenia. Moje imię, imię piosenkarki. Jeden pies.
Dalej celuję w niego bronią, opuszczam ją jednak niżej. W głowę celować już nie muszę, ale w jaja? Jak najbardziej.
- I jak tam, u twojego Boga? - Unoszę wysoko jedną brew i uśmiecham się krzywo.
- Niezłe piekło nam tu sprowadził, twój kolega - stwierdzam z westchnieniem, jakbym narzekała na brak cukru do kawy. Kręcę głową i próbuję zdmuchnąć kosmyk włosów, który przykleił się do mojego policzka. Ach, wszędzie błoto.
- Masz może fajki? - pytam nagle, pozwalając sobie obrzucić wzrokiem kościół. Nie zauważam jednak nic specjalnie przyciągającego uwagi. Nie próbuję nawet ukryć desperacji w głosie, gdy to mówię. Brak tytoniu działa chyba na mnie bardziej, niż horda panoszących się żywych trupów.
_________________

ch-ch-ch-ch-chop it up and put it in your pot
 
   Podziel się na:  
Jeremiah O'Brady 
raise me up


32 lata



Przestrzelona stopa

ksiądz

Wysłany: 2016-03-07, 17:31   

Ano klecha. Kogo się spodziewała, wpadając do kościoła, hm? Jak się nad tym zastanowić to robi się całkiem logiczne, czyż nie? Nie ma się co denerwować - nie planował jej chwilowo nawet egzorcyzmować, a to chyba najgroźniejsza z akcji, jakie mógł wykonać wobec żywej osoby. Już zupełnie pomijając fakt, że nigdy nie był w tym szczególnie dobry.
Obniżyła broń tylko trochę, ale on wciąż nie wyglądał jakby się przejmował. Jego wiara w ludzkość wciąż była niezachwiana i nikomu jakoś nie spieszyło się do jej rujnowania, póki co. Dziewczyna nie miała być pierwsza, nie zamierzał jej na to pozwolić. Bała się zwyczajnie i w sumie się jej nie dziwił - kto by się nie bał? Tam, na zewnątrz, całkiem sama..? On też byłby przerażony.
- Jeśli masz ochotę zapytać, to zapraszam. - skinął lekko głową w kierunku ołtarza, wciąż z uśmiechem błąkającym się po wargach. Chwila modlitwy by jej nie zaszkodziła, to na pewno, ale jakoś wątpił, by dziewczyna planowała w tej chwili padać na kolana i rozmawiać ze Stwórcą na temat tego, co działo się na świecie.
Fajki? Pokręcił głową.
- Nie, tak się składa, że nie palę. - odparł, kontynuował jednak swoją wypowiedź niezłomnie - Mam za to dach nad głową i trochę świętego spokoju, którymi chętnie się podzielę, jeśli nie masz nic przeciwko. - dodał, przyglądając się jej jak gdyby nigdy nic.
- Nie obraź się, ale wyglądasz jakby przydał ci się odpoczynek. - w jego głosie nie było słychać ani grama kpiny, za to przez spokój z jakim mówił wyraźnie przebijała troska. Kto przy zdrowych zmysłach martwi się o los baby mierzącej mu w jaja? Cóż... Nikt nie mówił, że Jeremiah był całkiem normalny, tak?
_________________

Exorcizo te
omnis spiritus immunde
in nomine Dei
 
   Podziel się na:  
Helena Zuniga 
papierosowa wiedźma


28



złota rączka, obsługa na stacji benzynowej

Wysłany: 2016-03-07, 20:01   

- Nie, podziękuję, aż tak mi nie zależy - mówię niedbale i wzruszam ramionami. Przed ołtarzem nigdy nie klękałam i raczej nie planowałam tego w przyszłości. Ojciec nie wdrożył w nas żadnej wiary. Może poza tej w dziwne, nadnaturalne zjawiska, gdzie jedno z nich właśnie miało miejsce. Prycham pod nosem na to wspomnienie, chwilowo ignorując obecność księdza. Wystarczyły myśli o tym starym pryku, żeby wyprowadzić mnie z równowagi. Szczęściarz miał rację i była to chyba największa ironia w moim życiu.
- Szkoda, mam cholerną ochotę zapalić - wzdycham żałośnie, słowa wypowiadając niemal rozpaczliwym tonem.
- Wyobrażasz sobie? Od trzech dni nie znalazłam nawet grama tytoniu, nawet jednej, małej fajeczki... Co za koszmar - stwierdzam, po czym opuszczam w końcu broń. Wciąż jednak mam ją w gotowości. Kleryk nie wygląda na takiego, który stanowi zagrożenie. Przynajmniej tymczasowo. Zastanawiam się, jakie mielibyśmy szanse w pojedynku. Jesteśmy podobnego wzrostu, wagowo pewnie mnie przewyższa, a umiejętności? Niby to ksiądz, a kto wie, co cholera robiła po godzinach. Słyszałam już o różnych przypadkach.
Parskam śmiechem na jego słowa. Dwukrotnie.
- Cóż, ciężko, żeby było inaczej, nie uważasz? - mówię i szczerzę zęby w szerokim uśmiechu. Na potwierdzenie jego słów odgarniam zlepiony błotem kosmyk włosów za ucho.
- Nie powiem, przespałabym się trochę. Skąd jednak myśl, że ci ufam? - pytam, unosząc jedną brew. Wciąż jednak uśmiechem się lekko. W końcu wyciągam stanowczo rękę w jego stronę, nie próbując nawet przetrzeć jej w jakikolwiek sposób. Poplamiona brudem, kurzem i nie swoją krwią, chuda, żylasta, zachęcająca do uścisku.
- Helena - przedstawiam się w końcu, uśmiechając się i mrużąc oczy. Spróbuje coś zrobić? Chwycę gnoja i złoję w łeb, jak uczy mnie tato. Jeśli będę w stanie. Czuję już mniejsze zagrożenie, zawsze jednak lepiej być w gotowości, prawda?
_________________

ch-ch-ch-ch-chop it up and put it in your pot
 
   Podziel się na:  
Jeremiah O'Brady 
raise me up


32 lata



Przestrzelona stopa

ksiądz

Wysłany: 2016-03-08, 00:34   

Czy to naprawdę aż taki skok wiary założyć, że skoro martwi wstają z grobów, to całkiem prawdopodobne jest też istnienie jakiegoś Stwórcy całego tego bałaganu? Zdaniem Jerry'ego wcale nie, ale co on tam wiedział? W końcu wierzył i przed końcem świata, więc ciężko było spodziewać się, że nagle stanie się bardziej racjonalny w swoich przekonaniach, prawda?
- Domyślam się. - przyznał jej rację w sprawie braku tytoniu, skinąwszy przy tym lekko głową. Nie, żeby wiedział z własnego doświadczenia jak to jest, kiedy człowiek trafi na głód nikotynowy, ale znał wystarczająco wielu uzależnionych od przeróżnych substancji, by mieć o tym pewne pojęcie.
Wzruszył nieznacznie ramionami. Ano ciężko. Apokalipsa rzadko kogo oszczędzała choć trochę - on miał sporo szczęścia.
Skąd myśl, że mu ufa? Uśmiechnął się tylko nieco szerzej, a chwilę później dziewczyna odpowiedziała na jego uśmiech i na dodatek wyciągnęła doń rękę. Czyli nie było źle, co?
Wyciągnął do niej własną dłoń i uścisnął pewnym gestem.
- Wciąż Jeremiah. - odparł nieco tym faktem rozbawiony, a później jak gdyby nigdy nic ją puścił, obrócił się do panny plecami i ruszył spokojnym krokiem w kierunku ołtarza. Czy raczej: przejścia na zakrystię.
- Tylko drzwi zamknij, co? - rzucił w jej kierunku. Na cmentarzu ustawił miskę, żeby nałapać trochę wody, korzystając z deszczu - przyda jej się, żeby wyglądać mniej jak żywy trup.
_________________

Exorcizo te
omnis spiritus immunde
in nomine Dei
 
   Podziel się na:  
Helena Zuniga 
papierosowa wiedźma


28



złota rączka, obsługa na stacji benzynowej

Wysłany: 2016-03-08, 16:57   

Jeremiah. Dziwny człowiek z ciebie, wiesz? Chociaż w tych czasach chyba niż już nie jest normalne. Wzruszam ramionami na jego słowa, w milczeniu obserwując jego plecy, gdy odchodzi i udaje się w swoją stronę. Po chwili odwracam się, wychylam zza drzwi, rozglądam się na boki. Ostatni raz patrzę przed siebie, wyciągam rękę i zamykam wejście. Zarzucam broń przez plecy i wolnym krokiem idę przez środek kościoła. Zerkam raz po raz na wszystkie strony, szukając potencjalnego zagrożenia. Jednak zdaję sobie sprawę, że nie ma tu żadnych żywych trupów. Inaczej ksiądz długo by tu nie siedział. Zastanawiam się, jakim cudem udało mu się przetrzymać tu tak długi czas. Skąd jedzenie, zapasy, czysta woda? Spoglądam na swoje ręce, stopy, w dół i porównuję swój stan z niemal nieskazitelnym wyglądem Jeremiaha. Krzywię się i robię zdegustowaną minę. Niektórzy to mają szczęście. Widząc nienaruszony kościół uświadamiam sobie, że ten cały chaos trwa zaledwie miesiąc. Na dobrą sprawę też mogłam zostać dłużej na stacji benzynowej, biorąc pod uwagę tamtejsze jedzenie, studnię niedaleko i możliwość zabarykadowania się w pokoju na górze. Uparłam się jednak, żeby jak najszybciej zacząć szukać brata, zanim szaleństwo dosięgnie wszystkich. Zresztą, czy byłoby to bezpieczne? Pozostawanie w jednym miejscu, na widoku? Trupy może i nie stanowiły wtedy takiego zagrożenia. Ale ludzie, gotowi zrobić wszystko, by zdobyć choć trochę leków czy jedzenia - jak najbardziej. Zdążyłam zobaczyć już kilka sytuacji przez te kilka tygodni. Ludzie to największe świerwa jakie wypluł do życia ten świat.
Nie mając wiele możliwości, decyduję się podążyć za Jeremiahem. Widzę cmentarz i wzdycham ciężko.
- Nie za mało trupów dookoła? - pytam głośno, tak, by mężczyzna mnie usłyszał. Opieram się plecami o ścianę kościoła. Teraz, gdy znalazłam się w miarę bezpiecznym miejscu, czuję całe zmęczenie które doskwierało mi od jakiegoś czasu.
_________________

ch-ch-ch-ch-chop it up and put it in your pot
 
   Podziel się na:  
Jeremiah O'Brady 
raise me up


32 lata



Przestrzelona stopa

ksiądz

Wysłany: 2016-03-08, 17:24   

Może i Jeremiah był nieco dziwny, ale jeszcze nie na tyle, by hodować w kościele żywe trupy, bez przesady. Ich miejsce było na cmentarzu, ot co.
Tak, miał szczęście. Sporo szczęścia i Bożą łaskę, w którą wierzył niezłomnie, a prawda jest taka, że nawet jeśli nie pomoże sama łaska, to wiara potrafi naprawdę nieźle mobilizować ludzi - może i Helena powinna tego spróbować?
Uśmiechnął się do niej, obracając na chwilę przez ramię, by spojrzeć na dziewczynę. Trupy jak trupy, a z tymi nieruchomymi jakoś łatwiej było się dogadać.
- Za mało tych, które znajdują ukojenie po śmierci. - odparł z pełnym przekonaniem, poprawił kapelusz i wyszedł na zewnątrz, by chwilę później wrócić z miską do połowy napełnioną deszczówką. Postawił ją na posadzce obok ławki stojącej samotnie pod ścianą w wąskiej bocznej nawie i skinął na pannę marudę głową.
- Mam nadzieję, że nie jesteś ranna, bo chwilowo nie zostały mi już żadne leki. - odparł, odsuwając się i opierając biodrem o jeden z filarów.
_________________

Exorcizo te
omnis spiritus immunde
in nomine Dei
 
   Podziel się na:  
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  




wxv.pl - załóż forum dyskusyjne za darmo





Za grafikę na forum odpowiedzialna jest Lou. Kodowanie Lex i Kelly.
Oficjalne otwarcie: 19.02.2016r.