Image Map
A zombie is coming! Strona Główna




Poprzedni temat «» Następny temat
Kino
Autor Wiadomość
Kelly McCarthy 
Psycho.


21 lat



Rana postrzałowa (opatrzona)

Kelnerka

Wysłany: 2016-02-15, 14:14   Kino

Większość sal kinowych jest zamknięta. Zza drzwi słychać tylko pojękiwania zombie. Jest to dobra lokalizacja dla wędrowców pragnących odpocząć chwilę na miękkich fotelach.
 
   Podziel się na:  
William Shutterland 


27 lat



Barman

Wysłany: 2016-04-12, 18:37   

Czas się zatrzymać. Zatrzymać ten cholerny bieg donikąd. Przystanął na rozwidleniu dróg, dysząc ciężko. Jego sportowa torba zaczęła mu niesamowicie ciążyć, mimo iż była praktycznie pusta. Wziął kilka głębszych oddechów i pochylił się, opierając dłonie na udach.
Jeszcze tyko kilka metrów. Kilka pierdolonych metrów. Dasz radę.
Powtarzał sobie w duchu, że gdy tylko dotrze do kina, puści jakiś bzdurny fil i upije się do nieprzytomności. Przy dobrych wiatrach prąd jeszcze będzie, jak w reszcie miasteczka.
~~~~
Otworzył powoli drzwi do kina, było ciemno, spokojnie. Tylko charczenie nie dawało spokoju, dobiegało... Z każdej strony? Być może emitowano film, kiedy to wszystko się zaczęło, zamykając kilku widzów na zawsze w jakiejś sali? Kto wie.
Ruszył w stronę mini baru, gdzie miał nadzieję znaleźć chociaż puszkę coli. Nie był alkoholikiem, już nie...
Nie przełknie wódki, nie zapijając jej niczym. Przeszukał kilka lodówek, wszystkie możliwe szafki, podkradł trochę nieświeżego popcornu, w nadziei, iż ten nie zaszkodzi mu za bardzo.
_________________


Willy, just Willy.
Kim jesteś, gdy nikt nie patrzy? No kim?
 
   Podziel się na:  
Lounarie de Coudray 
Lama Lou


24



Grafik 3D

Wysłany: 2016-04-12, 19:05   

Jakie miejsce mogło być lepsze na chwilę odpoczynku niż kino i jego miękkie fotele? Lou nie przyszło na myśl żadne inne miejsce w pobliżu, więc rudzielec razem z psem cicho podszedł do drzwi. Było przez nie słychać bardzo stłumione charczenie tych przeklętych zombie, ale wizja chociaż chwili na czymś wygodniejszym niż ziemia przemówiła do niej i postanowiła zaryzykować. Starała się jak najciszej otworzyć drzwi i wślizgnąć się do środka. Przytrzymała je jeszcze chwilę, żeby Imala również mogla przez nie przejść, po czym równie cicho je zamknęła. Było ciemno i pomijając odgłosy sztywnych całkiem cicho. Zauważyła jednak ruch za minibarem. Od razu jej ręka powędrowała do kieszeni po scyzoryk, a sama Lou powoli ruszyła w kierunku minibaru. Niby scyzoryk to marna broń, ale jeśli ten ruch oznaczał, że gdzieś tu szlaja się zombie, to nie zamierzała podchodzić do niego bez broni. Imala za to chyba wyczuła, że ten, kto jest za minibarem, jest całkiem żywy, bo wesoło potruchtała za ladę, jednocześnie lekko machając ogonem. Można było się domyślić, że chciała, aby nieznajomy ją pogłaskał.
_________________

Lounarie de Coudray
Ain't it good to be on your own?
Ain't it fun you can't count on no one?
Ain't it fun?
Living in the real world…
 
   Podziel się na:  
William Shutterland 


27 lat



Barman

Wysłany: 2016-04-13, 09:27   

Podskoczył z przerażenia, wpierw rzucając w psa znalezioną puszką coli. Dopiero po krótkiej chwili opamiętał się.
- Przepraszam, pies! - niemalże wykrzyknął i podbiegł do Imali, kucając przed nią i drapiąc za uchem, aby... No właśnie. Przeprosić psa? Cel nie był jego najmocniejszą stroną, więc puszka trafiła gdzieś w ścianę za czworonogiem, a sam Willy odetchnął z nieukrywaną ulgą.
Głaszcząc psa, dopiero po chwili dotarło do niego, że musi mieć też właściciela. Wychylił głowę nad blat minibaru, jednak jego oczy nie potrafiły dostrzec niczego. To wszystko przez panujący w środku mrok. Może jednak jest bezpański?
- Ej! - mruknął gdzieś w przestrzeń przed sobą i zamarł, czekając na czyjś głos. Jeżeli przyjdzie mu się zmierzyć ze stadkiem zombie, może być doprawdy ciekawie. A może ktoś go podpuszcza i próbuje podejść podstępem? Wysyłając psa na pierwszy ogień, aby zająć jego uwagę, a potem napaść go i zabrać wszystko co ma? Właściwie nie miał za wiele, ale w tych czasach trzeba uważać na wszystko i wszystkich.
_________________


Willy, just Willy.
Kim jesteś, gdy nikt nie patrzy? No kim?
 
   Podziel się na:  
Lounarie de Coudray 
Lama Lou


24



Grafik 3D

Wysłany: 2016-04-13, 13:07   

Imala najpierw zapiszczała i nieco się skuliła, a następnie słysząc jak puszka uderza w ścianę za nią, obejrzała się w tamto miejsce, jakby patrzyła, czy zaraz to coś znowu nie przeleci jej nad łbem. Kiedy nieznajomy zaczął ją głaskać uspokoiła się i zaczęła nadstawiać do drapania, cała szczęśliwa, że ktoś ją mizia.
Lou natomiast słysząc jak coś uderza w którąś ze ścian, a potem słysząc męski głos, w pierwszym odruchu schowała się za pierwszą lepszą rzeczą, którą okazał się jakiś rollup z plakatem zapowiadającym horror o zombie. Nie ma co bardzo trafny wybór... Pomyśleć, że jakieś dwa-trzy miesiące temu jeszcze nikt normalny nie wierzył w zombie... W każdym razie dziewczyna uspokoiła walące serce, akurat, gdy mężczyzna znowu się odezwał.
-Na "Ej" reaguje gej... - wyrwało jej się mruknięcie. A skoro już zdradziła swoją obecność to wyjrzała zza plakatu i starała się wypatrzeć, czy przeciwnik ma broń palną. Nadal była jednak za daleko i nie widziała go zbytnio w ciemności, więc zaczęła się skradać do minibaru od plakatu, do filaru, potem schowała się pomiędzy jakąś sofą i stolikiem, aż w końcu kucała pod minibarem, po stronie od której podchodzili klienci. Przynajmniej taki miała plan, bo ten mały, rudo-biały gamoń widząc jak się przemieszcza w kuckach, stwierdził, że to jakaś fajna zabawa i natychmiast podbiegł do niej i przewrócił ją na ziemię tuż koło minibaru. Lou wyrwało się sapnięcie, kiedy poczuła na sobie ciężar psa, a Imala z radości próbowała polizać rudowłosą po twarzy. Lou jej to jednak uniemożliwiała, odpychając jej pysk i próbując ją z siebie ściągnąć, co wcale nie było łatwe.
- No złaź ze mnie mały głupku - mruknęła cicho do Imali, której nic to nie obeszło i dalej wolała półleżeć na swojej właścicielce. W końcu Lou udało się usiąść i zrzucić z siebie ten mały, kudłaty ciężarek, jakim była Imala i usiąść. Mężczyzna, do którego wcześniej podbiegła Imala pewnie już ją widział, więc odezwała się do niego.
- Nie zaatakuję cię, jeśli nie dasz mi do tego powodu. Chciałam tu tylko odpocząć, ale jak przeszkadza ci moja obecność, to zaraz zabiorę psa i pójdę gdzieś indziej. - powiedziała półgłosem w stronę z której przybiegła wcześniej suczka. W końcu, głos w tym miejscu trochę się niósł, a za którymiś drzwiami było słychać zombie. Nie chciała ich zbytnio prowokować do próby wyważenia drzwi. Może i widziała już lepiej tamtą okolicę, jednak dalej siedziała na podłodze i miała ograniczone pole widzenia, przez to, że minibar był zaraz obok niej, dlatego też, dalej nie mogła dojrzeć mężczyzny - przecież był po drugiej stronie blatu.
_________________

Lounarie de Coudray
Ain't it good to be on your own?
Ain't it fun you can't count on no one?
Ain't it fun?
Living in the real world…
 
   Podziel się na:  
William Shutterland 


27 lat



Barman

Wysłany: 2016-04-14, 07:37   

Przez chwilę nawet miał wyrzuty sumienia, że wystraszył biednego psa, jednak w chwilę później opuściły go one tak szybko jak się pojawiły. Czworonóg wydawał się być chyba przejęty równie krótko jak Willy.
Uśmiechnął się pod nosem, szczęśliwy. Naprawdę zwierzęta miały to do siebie, że samą swoją obecnością potrafiły sprawić, iż człowiek się uśmiechał.
Głos? Kobiecy w dodatku. Zmarszczył brwi i zamarł na moment. Kobieta niby nie mogła mu nic zrobić, ale też była niebezpieczna. Dużo razy widział dzieci lub właśnie kobiety jako przynęty. Ludzie w chwilach grozy powinni się jednoczyć, a tymczasem skakali sobie do gardeł. Zwierzęta, zwierzęta...
Roześmiał się jednak pod nosem, zupełnie mimowolnie, jednak żaden dźwięk nie opuścił jego ust. Postanowił się nie wychylać, dopóki nie będzie pewien, że jest bezpieczny.
W chwilę później pies puścił się biegiem w bliżej nieokreślonym kierunku. Może się przestraszył? Nie, zdecydowanie nie. Język wisiał jej z paszczy, ogon miarowo kołysał się na boki, a bieg był raczej wesołym hasaniem na przednich łapach.
Teraz, albo wcale.
Wstał powoli, otrzepując kolana z resztek kurzu.
- Witaj geju. - rzucił radośnie, ostrożnie wychylając się przez blat minibaru. Opierał się teraz o niego łokciami i spoglądał z góry na rudowłose dziewczę, które wciąż leżało na brudnej podłodze pod ciężarem przyjaciela, tego samego koloru w dodatku. No... Dobrały się.
- Atakować? Mnie? - jego brwi poszybowały w górę, w geście zdziwienia. Gdyby byli w innych okolicznościach, pewnie właśnie śmiałby się do rozpuku z jej żartu. Jak takie małe... "coś" mogło go zaatakować? To jak porywanie się z motyką na słońce. Był większy, cięższy, silniejszy. Jedyną przewagą jaką nad nim miała był pies, który broniłby zaciekle właścicielki, to było pewne.
Obszedł powolnym krokiem blat i wyciągnął do niej dłoń, aby pomóc jej wstać.
- Byłem tu pierwszy, ale z chęcią zaproszę cię na film. Do kina pójdziemy później. - mrugnął do niej porozumiewawczo, a jego słowa brzmiały jakby komentował najlepszą komedię ostatniego stulecia.
_________________


Willy, just Willy.
Kim jesteś, gdy nikt nie patrzy? No kim?
 
   Podziel się na:  
Lounarie de Coudray 
Lama Lou


24



Grafik 3D

Wysłany: 2016-04-14, 17:53   

Tak, dobrały się pod względem kolorów. Ona blada i ruda, a Imala Rudo-biała. Do tego razem były niezłym kłębkiem kłopotów, o czym można się było przed chwilą przekonać. Otworzyła szerzej oczy w udawanym przerażeniu. -Skoro jestem gejem, to muszę być też transwestytą!- Zasłoniła na chwilę usta, żeby nie mógł zobaczyć jej uśmieszku, który zepsułby cały efekt, ale po chwili nie wytrzymała i zaczęła chichotać. Jakoś tak zebrało jej się na dziwne żarty.
Tymi pytaniami sprawił, że wiedziała już, że ją lekceważy. No bo może i jest małym chucherkiem, ale im jest mniejsza, tym ciężej jest ją złapać i tym łatwiej byłoby jej dźgnąć go w jakiś ważny narząd, czy coś... Cóż, nie miała zamiaru wyprowadzać go z błędu, skoro nie chciał brać pod uwagę tego, że taka drobna osóbka miałaby stanowić zagrożenie, to niech nie bierze. Dla niej o tyle lepiej, że gdyby próbował zrobić jej coś złego, to nieźle by zdziwiła, gdyby odpowiedziała atakiem, zamiast próbami ucieczki... No i może Imala również by go zaatakowała, ale z nią to nigdy nie wiadomo, co jej strzeli do łba... Niby była szkolona, ale zawsze i tak robi co jej się żywnie podoba.
Ogółem mimo krótkiego czasu znajomości, jakoś polubiła tego mężczyznę, więc stwierdziła, że może spróbować mu chociaż trochę zaufać. najwyżej kompletnie przestanie wierzyć w swoją ocenę ludzi i zacznie wszystkich traktować równie podejrzliwie. Chwyciła wyciągniętą do niej dłoń i z jego pomocą wstała. Teraz pewnie wydało się jak mała jest naprawdę. Ledwo sięgała mu do ramienia. Lou była już przyzwyczajona do tego, że przy większości osób jest karzełkiem, więc nic sobie z tego nie robiła.
-Chętnie skorzystam z zaproszenia, o ile to nie będzie horror. Starczy mi to, co się wyprawia na zewnątrz.- Uśmiech nie schodził z jej twarzy. Mimo tej całej apokalipsy, oraz tego, że nie bardzo można zatrzymywać się w jednym miejscu na dłużej, dzisiaj rudowłosej dopisywał dobry humor, więc trzeba było to wykorzystać i jeśli jest okazja to chociaż trochę odpuścić sobie podejrzliwość i wymyślanie na siłę różnych możliwych spisków. Zaczęła otrzepywać się z kurzu, w którym była prawie cała, dzięki niewielkiej pomocy małego, czworonożnego rudzielca, który swoją drogą, znowu gdzieś polazł i pewnie zaraz dobierze się jakoś do starego popcornu.
-Przy okazji jestem Lounarie, ale chyba łatwiej będzie jak będziesz do mnie mówił Lou- Zwykle nikt nie potrafił zapamiętać jej dziwnego imienia. Nie ma czemu się dziwić, skoro zostało ono wymyślone przez jej matkę, która uwielbiała dziwne i niespotykane imiona. Nie dość, że część osób miała problemy z wymówieniem tego, to jeśli ktokolwiek je dobrze zapamiętał, to graniczyło to z cudem. Co chwilę musiała kogoś poprawiać, więc w końcu stwierdziła, że mają mówić do niej Lou, żeby jej już tym nie irytowali.
_________________

Lounarie de Coudray
Ain't it good to be on your own?
Ain't it fun you can't count on no one?
Ain't it fun?
Living in the real world…
 
   Podziel się na:  
William Shutterland 


27 lat



Barman

Wysłany: 2016-04-14, 21:52   

Roześmiał się na jej komentarz odnośnie geja-transwestyty. Mogła by być naprawdę dobrą towarzyszką do wspólnych podróży. Pies, poczucie humoru i wzajemne uzupełnianie się. On mógł komuś przywalić, a ona mogła zagadywać i odwracać uwagę. O ile przeciwnikiem okazałby się mężczyzna, rzecz jasna.
Pomógł jej wstać z ogromną lekkością podnosząc ją z ziemi. Rzeczywiście... Leżąc na podłodze wyglądała na... Większą? Nie, to złe słowo. Na pewno wyższą. Pokiwał głową i zacisnął usta w cienką kreskę, wciąż nie puszczajac jej dłoni, przez co teraz wyglądali zupełnie tak jakby witali się od dłuższej chwili.
- Will, Willy, William. Jak chcesz. - wzruszył ramionami z głupkowatym uśmieszkiem przyklejonym do twarzy.
Wyglądał zupełnie tak, jakby zdążył się pogodzić z otaczającymi go zombie, brakiem towarzystwa, utratą bliskich i brakiem jakichkolwiek standardów. Życie niejednokrotnie pokazało mu jak szybko można zyskać, ale i stracić. Nic na to nie poradzi.
Apokalipsa zombie była jednak ostatnią rzeczą o jaką mógłby podejrzewać świat. Bóg widocznie lubił płatać figle i dotrzymywać słowa.
- To może Zombie kontra Navy Seals? - uniósł i opuścił kilkukrotnie brwi. Tak, ten film był hitem, jeszcze przed apokalipsą. Może dlatego wszyscy uważają się za komandosów i niezniszczalnych herosów.
Właśnie przez takie głupkowate filmy, które ucz... Nie. Niczego nie były w stanie nauczyć.
- Ewentualnie możesz wybrać ckliwą komedię. - wywrócił teatralnie oczami. Dopiero teraz zdał sobie sprawę, że jej drobna dłoń wciąż spoczywa w jego uścisku. Puścił ją i odsunął się na krok, aby nie krępować dziewczyny w żaden sposób.

/przepraszam, że krócej. :C/
_________________


Willy, just Willy.
Kim jesteś, gdy nikt nie patrzy? No kim?
 
   Podziel się na:  
Lounarie de Coudray 
Lama Lou


24



Grafik 3D

Wysłany: 2016-04-15, 21:18   

Lou pewnie mogłaby być dobrą towarzyszką, o ile ktoś potrafi znieść różne humorki, które czasem potrafią jej nagle przyjść. Z resztą Imali też potrafiły czasem wpaść różne dziwne humory... Raz warczała na jakąś grupkę ludzi, a zaraz potem potrafiła jak gdyby nigdy nic podbiec do nich i wymuszać na tych samych osobach mizianie... Chyba na prawdę nieźle się dobrały.
Mężczyzna bez trudu pomógł jej wstać. Nic w tym dziwnego, skoro Lou jest... no cóż po prostu kurduplem. Nie puszczał jednak jej ręki, a Lou na razie nie zwróciła na to uwagi, gdyż właśnie sam się przedstawił. Will był chyba jakimś wielkim optymistą, albo po prostu potrafił szybko dostosować się do otaczającej go rzeczywistości i nie zatracił przy tym swojego człowieczeństwa. Lou nie do końca się to udało, ale jakoś sobie radziła, a to chyba było najważniejsze.
Zombie i Navby Seals... miała iść na ten film, ale apokalipsa sprytnie pokrzyżowała jej plany. Może to jakiś krzywy uśmiech losu, że Will akurat ten film wybrał na pierwszy ogień? W każdym razie postanowiła wziąć to za dobry znak, w końcu nie może ciągle się wszystkim dołować... Trochę optymizmu to chyba dobry pomysł, żeby przetrwać apokalipsę i nie zwariować przy pierwszej lepszej okazji...
- Zombie i Navy Seals brzmi dobrze. Miałam w planach iść na ten film, ale w międzyczasie wyszła to cała farsa z zombie... - Odpowiedziała na jego propozycję, po czym słysząc drugą opcję przekręciła głowę na bok i lekko się skrzywiła. - Niezbyt lubię ckliwe komedie, zwykle nawet nie są za bardzo śmieszne...- Ckliwe komedyjki nigdy nie były dla niej dobrymi filmami... Tego się nawet nie dało oglądać!
Kiedy Will wypuścił jej rękę zorientowała się, że musieli tak stać dłuższą chwilę. Pewnie z boku wyglądało to komicznie - stoją sobie takie dwie osoby, rozmawiają i cały czas trzymają się za ręce jakby się właśnie witały... Opuściła swoją rękę i rozejrzała się. Przydałyby się jakieś przekąski i picie, skoro mają oglądać film. Miała tylko nadzieję, że Will potrafi włączyć te całe projektory, bo ona nie miała o tym zielonego pojęcia. Chociaż kto wie, w końcu była kiedyś grafikiem, może jeśli Will nie będzie potrafił tego zrobić, to jej się to jakimś cudem uda?
- Znalazłeś już może jakąś salę bez jakże miłych i niezbyt żywych gości?- Zapytała przy okazji. Przydałoby się wiedzieć zawczasu, czy musi się nastawić na "zabawę" z chodzącymi trupami. Mogłaby się chociaż trochę nastawić psychicznie na kolejne spotkanie twarzą w twarz, czy może raczej powinnam napisać - twarzą w klatę - ze szwędaczami...

// Spoko, mi to nie przeszkadza dopóki post nie ma tylko 3-4 króciutkich zdań... XD //
_________________

Lounarie de Coudray
Ain't it good to be on your own?
Ain't it fun you can't count on no one?
Ain't it fun?
Living in the real world…
 
   Podziel się na:  
William Shutterland 


27 lat



Barman

Wysłany: 2016-04-20, 09:00   

Zawsze chciał mieć psa... Albo chociaż chomika... Ale nie potrafił zadbać wystarczająco o siebie, a co dopiero o drugą żywą istotę.
Potrafił spać przez 12 godzin na dobę, nie jeść w domu, bo nie chciało mu się nawet podgrzać gotowego dania, nie prać do momentu, kiedy nie skończy się ostatnia para czystych skarpetek, nie sprzątać, nie... No, ale czego oczekiwać od kawalera, który nie miał już nic do stracenia?
Apokalipsą było całe jego życie, a stwórca postanowił dołączyć do niego jeszcze stadko żywych trupów, co za różnica?
Gdyby jakiś psychiatra usłyszał jego myśli, pewnie zapiąłby go w pasy bezpieczeństwa i faszerował kolorowymi pastylkami aż do śmierci.
- Może nauczymy się czegoś z tego filmu? - zacisnął usta wyraźnie rozbawiony. Premiera filmu o zombie, premiera zombie w życiu.
Przytaknął żywo na jej drugą wypowiedź, to mogłaby być niezła dyskusja.
- Zawsze on goni ją na lotnisku i kończy się wszystko super. Jak to w romatycznych filmach bywa. Nie oglądałem jeszcze romansu o tym, jak w świecie zombie ktoś spotyka miłość swojego życia w kinie i idą razem na film o zombie. - mrugnął do niej porozumiewawczo. Oczywiście, że żartował. Odrobina dobrego humoru zawsze była w cenie. Szczególnie teraz, kiedy żywym pozostało jedynie usiąść w kącie i płakać. Błagać stwórcę o kolejny dzień z rodziną czy... Czymś w tym rodzaju.
Kiedy oboje puścili wreszcie swoje dłonie, odsunął się od niej na krok, aby nie poczuła się nim osaczona i zaczął się rozglądać po mini barze.
Popcorn, który pamięta czasy Hitlera, trochę puszek z napojem. To wszystko co tu było. Ale w tych czasach chyba nie można wybrzydzać, prawda?
- Trzeba się przekonać czy nie będziemy mieli wstępu do filmu w 5D. - uśmiechnął się pod nosem i ruszył za blat. Zapakował do plecaka dwa duże napoje gazowane, paczkę chrupek i... I przystanął przy maszynie do popcornu rzucając Lou pytające spojrzenie.
Sam nie wiedział czy stary popcorn może zaszkodzić, ale... Nie chciał spędzić reszty życia w toalecie przez swoją pazerność.
- Można zatruć się popcornem? - zapytał w końcu, po dłuższej chwili, kiedy to wlepił w nią spojrzenie.
_________________


Willy, just Willy.
Kim jesteś, gdy nikt nie patrzy? No kim?
 
   Podziel się na:  
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  




wxv.pl - załóż forum dyskusyjne za darmo





Za grafikę na forum odpowiedzialna jest Lou. Kodowanie Lex i Kelly.
Oficjalne otwarcie: 19.02.2016r.