Image Map
A zombie is coming! Strona Główna



Poprzedni temat «» Następny temat
Osiedle domków mieszkalnych
Autor Wiadomość
Kelly McCarthy 
Psycho.


21 lat



Rana postrzałowa (opatrzona)

Kelnerka

Wysłany: 2016-02-16, 14:26   Osiedle domków mieszkalnych

W prawie każdym z małych, sąsiadujących ze sobą domków zamknięci są nieumarli. Niegdyś była to bardzo malownicza i spokojna okolica. Dziś to już tylko ruiny. Odważysz się stawić czoła zarażonym tylko po to, aby sprawdzić co cennego możesz tutaj znaleźć?
 
   Podziel się na:  
Blake Highmore 


30



mechanik

Wysłany: 2016-03-26, 23:13   

Blake uznał, że nie ma nic do stracenia, więc po tych wielu dniach od rozpoczęcia apokalipsy, postanowił trochę pobuszować po opuszczonych domkach mieszkalnych. Niestety, tak wyszło, że od dawna nic nie jadł, więc był tym bardziej zdeterminowany, żeby znaleźć w którymś z domków... coś, po prostu coś, co nadawałoby się do zjedzenia, albo ewentualnie pomogło w dalszym przeżyciu. Nie wybierał się sam - miała mu towarzyszyć Lou. We dwójkę zawsze raźniej, chociaż oboje byli samotnikami i z początku nie szło cudnie i pięknie. Z czasem jednak przyzwyczaili się do siebie - ba, Blake teraz lubił spędzać czas w jej towarzystwie i chyba nawet czuł się w pewien sposób... bezpieczniej. Wiadomo, we dwójkę zawsze lepiej, w razie ataku zombie, niż samemu.
Rozejrzał się dookoła, stojąc na ulicy i czekał na swoją koleżankę. Miał nadzieję, że niedługo się pokaże, bo był coraz bardziej głodny.
 
   Podziel się na:  
Lounarie de Coudray 
Lama Lou


24



Grafik 3D

Wysłany: 2016-03-26, 23:38   

Blake najpierw zobaczył biegnącą w jego stronę Imalę. Rudo biała suczka husky cieszyła się na jego widok. Język zwisał jej z szeroko otworzonej paszczy, a ogon poruszał się w przywitaniu na boki. Lou pojawiła się chwilę później. Rude włosy miała ponownie związane w schludny warkocz, a zakrwawioną wcześniej twarz gdzieś w międzyczasie udało jej się umyć. Jakiś czas temu spotkała Blake i zaczęli przemieszczać się razem. Może na początku nie darzyli się zbytnio zaufaniem, jednak teraz czuła się o wiele lepiej w jego towarzystwie. Dwie osoby i pies, taka grupa na pewno daje większą możliwość na przeżycie ataku kilku zombie. Te paskudztwa prawie nigdy nie poruszały się samotnie. Gdzie był jeden należało się spodziewać kilku innych skitranych gdzieś w okolicy. Lou podeszła do swojego towarzysza podróży.
- Przepraszam, że to tyle trwało. To gdzie próbujemy wejść na początek? - powiedziała do niego z lekkim uśmiechem.
_________________

Lounarie de Coudray
Ain't it good to be on your own?
Ain't it fun you can't count on no one?
Ain't it fun?
Living in the real world…
 
   Podziel się na:  
Blake Highmore 


30



mechanik

Wysłany: 2016-03-26, 23:47   

Blake nie miał pretensji - nie wiedział która jest dokładnie godzina, nie miał przy sobie zegarka, więc zdawał się wyłącznie na wrodzone poczucie czasu - coś mu więc mówiło, że dziewczyna już powinna tu być. Zaniepokoił się trochę w związku z tym, ale przecież... nic jej się nie mogło stać. Miała ze sobą psa - którego, swoją drogą, Blake wprost uwielbiał.
Na widok psiaka uśmiechnął się szeroko i kucnął, pozwalając zwierzakowi do siebie podejść. Pogłaskał go czule po grzbiecie i pocałował w łeb, a potem podniósł się i spojrzał na Lou, również z uśmiechem.
- Nic nie szkodzi, wiesz dobrze, że nie mam zegarka. - z uśmiechem poprawił broń przy pasku. Trochę się bał nosić giwerę, jako że nie potrafił się nią posługiwać za bardzo, no ale... skoro już ją znalazł w tamtym samotnym, opuszczonym autokarze, i skoro były w niej aż trzy naboje, to jak mógłby jej ze sobą nie zabrać? Na miłość pańską, takiej okazji nie można było przepuścić, bo druga taka na pewno się nie trafi - a poza tym, nawet jeśli nie umiał strzelać, to jednak broń się przyda, chociażby jako straszak. A może kiedyś uratuje mu życie przed zombiakiem?
- Wiesz, w sumie wszystko mi jedno. Chce znaleźć coś do żarcia. Albo... nie wiem, lekarstwa...? Myślę, że coś z tego powinniśmy znaleźć w którymś domku. Możesz wybrać, gdzie wchodzimy najpierw.
 
   Podziel się na:  
Lounarie de Coudray 
Lama Lou


24



Grafik 3D

Wysłany: 2016-03-27, 00:11   

Lou też nie posiadała zegarka, dlatego też trochę się spóźniła. Z resztą, nawet kiedy miała do dyspozycji zegarek często się spóźniała. Taka już widać jej natura, nigdy nie może się wyrobić z przyjściem gdzieś na czas. Co innego było z projektami w pracy - je zawsze miała zrobione na czas, czym zadziwiała wszystkich swoich współpracowników i szefa.
Dziewczyna miała jeszcze dwie puszki tuńczyka schowane w torbie. jeśli niedługo nic nie znajdą, to będą musieli się tym podzielić. Lekarstwa też były dobrym pomysłem. Miała tylko małą apteczkę samochodową, a w niej nie było zbyt dużo przedmiotów, nie mówiąc już o lekach. Ich nie było w ogóle, chyba że liczy się woda utleniona.
Skoro miała wybrać któryś z domów, to podeszła do pierwszego lepszego domku, który rzucił jej się w oczy. Trafiło na mały, kiedyś pewnie biały domek z gankiem, na którym smętnie stała duża huśtawka z resztkami poduszki w słoneczniki. Starając się stąpać jak najciszej podeszła najpierw do najbliższego okna i spróbowała przez nie zajrzeć do środka. Lepiej jest sprawdzić, czy dom nie wygląda na już przeszukany, albo czy nie ma w nim hordy zombie, niż nie potrzebie ryzykować wpadając od razu do środka.

EDIT:
//Jako, że Blake zaginął bez śladu życia, to wykorzystuję to, że mogę sobie uciec od tak...

Po chwili Lou rozejrzała się dookoła i zobaczyła stadko zbłąkanych zombie, które już zaczynało się nimi interesować. Szybko chwyciła Blake za ramię i pociągnęła za sobą. Imala cicho pobiegła za nimi.
[z.t] x2
_________________

Lounarie de Coudray
Ain't it good to be on your own?
Ain't it fun you can't count on no one?
Ain't it fun?
Living in the real world…
 
   Podziel się na:  
Mistrz Gry 


xxx

Wysłany: 2016-03-28, 22:21   

Drzwi były zamknięte na klucz, a wszystkie okna wyglądały na nietknięte.
Można zawsze rozbić szybę i wejśc do środka, czyż nie?
 
   Podziel się na:  
Elisabeth Green 
Śmieci i róże.


17



Uczennica

Wysłany: 2016-04-24, 23:49   

Moje serce chyba przywykło do szybszego bicia. Niemal cały czas jestem zdenerwowana, zestresowana czy przestraszona. Po staniu przy jednym z domów spoglądam na Odysa, który wystawiwszy jęzor odwzajemnia spojrzenie. Ma ufne, czekoladowo brązowe oczy. Obcięłam mu futro na pysku i w pachwinach, żeby skołtuniona nie krępowała jego ruchów. Reszty nie ruszyłam, w nadziei, że może kiedyś uchroni go od jakichś obrażeń. Kładę rękę na jego głowie a on zadziera pysk do góry, żeby łatwiej mi było go pieścić. Siadam na podeście schodów jednego z domów i powoli sączę wodę z butelki. Malutkimi łyczkami, mając nadzieję, że pijąc powoli lepiej zwalczę pragnienie. Słońce delikatnie ogrzewa moje wyciągnięte przed siebie nogi.
- Czuwaj. - mówię do psa, a on postępuje kilka kroków i siada na chodniku przed domem. To mądry pies. Taki pełen spokoju, idealny na dzisiejsze czasy. Mam nadzieję chwilę tutaj odpocząć, zanim ruszę w dalszą drogę.
 
   Podziel się na:  
Zoya Whitebell 


19 lat



Uczennica/Sprzedawca

Wysłany: 2016-04-25, 00:10   

Przecieram ręką czoło, zanim zdążę spostrzec, że mam ją umorusaną błotem. Teraz jeszcze czoło mam uwalone na czarno. Super. Ale wody potrzebuję do picia i to rozpaczliwie. Czystość jest dla mnie wartością bardzo odległą w tym momencie, choć bardzo chciałabym mieć chociaż kropelkę perfum. Wchodzę na osiedle jakichś domków, nie pamiętam czy byłam tu kiedykolwiek wcześniej, możliwe, że tak, ale w tamtym świecie. Tak już sobie to nazywam. Ten nowy, dziwny świat, w którym wszystko jest takie pokomplikowane i jedyne, co mogę robić to starać się o to, by przeżyć, wciąż mnie przeraża. Czujnie rozglądam się zanim opuszczę jakieś zarośnięte krzaki, które może wcześniej ktoś pielęgnował. Ale raczej nikogo tu nie ma. Wyplątuję się możliwie cicho z plątaniny gałęzi i liści, zaraz potem zauważając jak jakiś czarny, wielki pies siada posłusznie przed jednym z domów. Z wrażenia, aż otwieram buzię na moment. Czyżby to... Stephen? Mój Steve? A może... Zbliżam się powoli, lecz pies mnie słyszy i nadstawia uszu. Już nie siedzi, lecz podniósł się i przyjął postawę obronną. Mocno i pewnie trzymam w ręce nóż myśliwski ojca. Jest lekko zakrwawiony, z powodu ptaka, którego udało mi się upolować kilka dni temu. Rany, miałam tyle szczęścia. Nie spuszczam wzroku z psa, dopóki nie podchodzę dostatecznie blisko, by zobaczyć jego właścicielkę. Wraca zapach perfum kwiatowych, smak truskawek, miękkość jej włosów.
- Żyjesz. - Mówię i w moim głosie słychać ulgę. Nie opuściłam jeszcze noża z jakiejś przyczyny. Nadal jestem spięta, tak samo jak pies, który stoi między mną, a Ellie.
 
   Podziel się na:  
Elisabeth Green 
Śmieci i róże.


17



Uczennica

Wysłany: 2016-04-25, 00:35   

Warkot ledwie zdąża zabrzmieć w powietrzu, kiedy uciszam zwierzę jednym, krótkim poleceniem. Pies opuszcza podniesiony czujnie ogon, ale na przybysza spogląda nieufnie, zasłania mnie swoim ciałem, mimowolnie, znów budzi się w nim instynkt stróża. Przez chwilę skupiam uwagę na zwierzęciu, trochę nienaturalnie długo, przez co dokładnie widać, że boję się spojrzeć na dziewczynę drugi raz. Kiedy w końcu to robię, widzę ją inną, niż zapamiętałam. Przede wszystkim to nie jest ta przyjaciółka Stephena, pewna siebie, rzucająca w oczy, a ktoś zupełnie inny. To dziewczyna, która przetrwała apokalipsę. Silna, groźna i samowystarczalna.
Kiedy się odzywa, w jej głosie słychać ulgę, ale to nie ulga takiego rodzaju, jakiego bym się spodziewała. Bardziej ulga, że jestem... żywą osobą, a nie ulga, że to konkretnie ja przeżyłam. Jestem pewna, że ledwo mnie pamięta. Wydaje mi się, że to osoba dla której jeden pocałunek nie znaczy wiele i jest robiony bardziej z nudów niż przez jakieś konkretne emocje czy uczucia. Dla mnie znaczył bardzo wiele, bo był kompletnym przełomem w moim życiu. To nie pierwszy w moim życiu, ale... pierwszy jednopłciowy.
- Jak widać. - odpowiadam wreszcie, nie do końca wiedząc, co innego mogłabym rzec. Żyjemy. I tylko to mamy wspólne. - I ty też nie wyglądasz na martwą. Pogratulować. - mówię jeszcze i pocieram skórę na karku, nie mając co zrobić z rękami, bo Odys najwyraźniej wyczuł coś niesionego w plecaku dziewczyny. Nie musi podskakiwać, żeby go dosięgnąć. Jest ogromny i wystarczy, że zadrze do góry wielki łeb i może bez problemu obwąchiwać pakunek. Czuję zakłopotanie, bo nie wiem, czy będziemy udawać, że na imprezie w moim domu nic się nie wydarzyło.
 
   Podziel się na:  
Zoya Whitebell 


19 lat



Uczennica/Sprzedawca

Wysłany: 2016-04-25, 00:58   

Opuszczam nóż powoli i wkładam go do bezpiecznej, własnej robionej pochwy specjalnie dla niego. Pozwala mi ona szybko go wyjąć w razie zagrożenia. Widzę, jak obserwuje mnie przez długi czas. Moja ulga jest... Sama nie wiem jak to określić. Dużo o niej myślałam. O naszym pocałunku. Nie mogę się pozbyć myśli o niej. O jej włosach, dotyku ust i tym zapachu. Zupełnie odwrotnie do jej brata, którego obraz zatarł mi się w pamięci, jedynie jego zdjęcie trzymane ciągle w moim plecaku, wryło mi się w pamięć. Ale to tylko pusty obrazek, chwila zatrzymana w kadrze, martwy moment. Nie mogę sobie przypomnieć jego dotyku, głosu czy zapachu, choć byłam z nim znacznie bliżej, niż z Ellie. Emocje, czy dotyk tej dziewczyny nadal były żywe w mojej pamięci, nadal wywoływały u mnie gęsią skórkę i zawstydzenie. Całowałam się wcześniej z dziewczynami, ale były to udawane, niepoważne pocałunki z koleżankami dla zabawy. Z Ellie było inaczej, to było jak instynkt, jakby miała własną grawitację.
Chyba nie jest zadowolona ze spotkania mnie. Nie jestem już tamtą dziewczyną, a może dla niej ta sytuacja na imprezie nie była ważna. Ja cieszę się, że w ogóle widzę kogokolwiek znajomego. Dotychczas trzymałam się raczej na dystans w stosunku do ludzi, nie znałam nikogo, kto przeżył. Większość czasu spędziłam w lesie. W końcu ojciec, jako leśniczy, przenosił swoją paranoję (która, obecnie potwierdzam, wcale nie była paranoją), także na las. Znalazłam trochę zasobów, tam gdzie spodziewałam się je znaleźć, zbyt dobrze znam swojego ojca, ale w końcu nawet las stał się niebezpieczny.
- Taaak. - Odpowiadam i patrzę na psa. Jej obrońca, stróż. Zdejmuję plecak z ramion i wyjmuję ze środka niewielki pakunek owinięty w papier. Siadam obok Ellie i podaję psu zawartość. To niewielkie ptasie kostki, pozbawione mięsa, ale może ten wielki kudłacz się na nie skusi - Jesteś sama? - Pytam, zastanawiając się jak dała sobie radę sama,z psem przez tyle czasu.
 
   Podziel się na:  
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  




wxv.pl - załóż forum dyskusyjne za darmo





Za grafikę na forum odpowiedzialna jest Lou. Kodowanie Lex i Kelly.
Oficjalne otwarcie: 19.02.2016r.